beauty & lifestyle blog

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Kij w mrowisko, czyli kolorówka dla maluchów

Od jakiegoś czasu korci mnie, żeby po burzliwej dyskusji na temat kosmetyków do makijażu dla mężczyzn [KLIK i KLIK] znowu włożyć kij w mrowisko i pogadać z Wami na nie mniej kontrowersyjny temat. Co myślicie o kolorowych kosmetykach dla małych dziewczynek?





Kosmetyka dziecięca to olbrzymi przemysł. I nie mam tu na myśli produktów pielęgnacyjnych, których istnienie jest w pełni uzasadnione, chodzi mi o kosmetyki kolorowe, szminki, cienie czy lakiery do paznokci przeznaczone dla dziewczynek. Ich stylistyka nie pozostawia zresztą złudzeń, ilość różu i księżniczkowych akcentów jest tak wymowna, że nikt nie powinien mieć wątpliwości, że są to produkty dla kilkulatek. To samo dotyczy wszelkich akcesoriów, których wybór także jest ogromny, począwszy od toaletek, na kuferkach skończywszy.












OK, wszystko jest dla ludzi, skoro jest podaż, to musi być popyt, przecież ktoś to wszystko kupuje. Rozumiem, że w dziewczynkach drzemie naturalna ciekawość, w końcu która z nas nie podkradała kosmetyków mamie? Która nie malowała paznokci flamastrami? O ile wszystko opiera się o zabawę, potrafię to zaakceptować, ale po prostu przeraża mnie myśl, jak takie kosmetyczne zabawki mogą być niebezpieczne. I to zarówno ze względu na ich częste niewiadome pochodzenie (czy ktoś w ogóle kontroluje składy takich kosmetyków??? czy można wierzyć kredkom, cieniom i pomadkom kupowanym gdzieś w internecie, sklepie zabawkowym albo co gorsza na jakimś bazarku???), jak i ryzyko zrobienia dzieciakom wody z mózgu (czy trzeba wiele, żeby mała dziewczynka uwierzyła, że poczucie własnej wartości buduje się na wyglądzie zewnętrznym? stąd już tylko krok do wszelkich zaburzeń samooceny i samoakceptacji w przyszłości, w dzisiejszym świecie, opętanym kultem nieskazitelnej urody i nienagannej sylwetki, naprawdę o to nietrudno ...). 

Nie wiem, może demonizuję, jak myślicie? Ale ta sprawa nie daje mi spokoju, problem za jakiś czas pewnie będzie dotyczył i mnie. Rolą mądrego rodzica jest ustalanie granic, zastanawiam się, na ile powinnam pozwolić swojej córce? Przymknąć oczy na wszelkie zagrożenia, uznając, że to tylko niewinna zabawa, czy ściśle kontrolować dobór zabawek, uznając, że kolorówka dla maluchów to same zło? 


Ciekawa jestem Waszego zdania i Waszych doświadczeń. Pogadajmy!


Buziaki,
Cammie.




157 komentarzy :

  1. Osobiście nie ufam tym kosmetykom. Z reguły są to tanie zestawy, które mają tylko przykuć oko ładnym opakowaniem itd, a w środku nie wiadomo co. Przypuszczam, że niewiele różnią się od tych dla dorosłych, które są sprzedawane m in w Biedronce.
    Nie jestem rodzicem, ale sądzę że nie kupiłabym takiego zestawu dla swojego dziecka. Wolałabym już sprezentować kolorową pomadkę nawilżającą czy coś w tym stylu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iw, no ja właśnie też mam zastrzeżenia co do jakości większości tych kosmetyków. Ale przyznaję, że składów nigdy nie analizowałam, więc mogę się mylić. Bazuję raczej na intuicji opartej na pochodzeniu takich gadżetów i tandetnym zwykle wyglądzie.

      Usuń
  2. cammie, uważam, że to jak z wszystkim, musimy znać umiar. Sama niedawno kupiłam w prezencie córce koleżanki prześliczną szczotkę do włosów i różowy lakier do paznokci w przepięknej buteleczce. Ale wiem, że jej mama jest na tyle rozsądna, że wszystko to będzie dawkowane z umiarem. Nie chciałabym w żuciu, żeby moja (hipotetyczna, zresztą) córka, załóżmy - 5letnia, malowała się różem do policzków, tuszem do rzęs lub szminką. Ale raz na jakiś czas dla zabawy z mamą? To już zupełnie co innego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balbina, nie ma jak złoty środek, zgadzam się :))) Tak jak pisałam, zabawę akceptuję i w pełni rozumiem jej potrzebę (w końcu sama byłam kiedyś małą dziewczynką :D), przeraża mnie po prostu zalew tego wszystkiego.

      Usuń
    2. Dopiszę tu, bo nie wspomniałam :P
      Zabawa z córką moim kosmetykami raz na ruski rok może być jak najbardziej ;)

      Usuń
  3. ja osobiście tego nie popieram :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosmetasia, tak intuicyjnie, czy masz jakieś doświadczenia?

      Usuń
  4. Miałam takie cienie, jak byłam mała - malowałam nimi lalki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nena, o, i to jest jakiś pomysł :DDD

      Usuń
    2. Jakbym miała malować siebie to by mi ich mama nigdy nie kupiła :) dzięki nim lalki miały nawet pstrokate pasemka na włosach hahaha :P

      Usuń
  5. Też pamiętam jak podkradałam mamie kosmetyki i prosiłam ją, żeby mnie umalowała jak sama to robiła. Czasem w ramach zabawy robiła mi makijaż, ale to była tylko zabawa i nic więcej. Jednak jeżeli to wszystko wykracza poza ramy zabawy to jestem jak najbardziej przeciw...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalia, pytanie tylko, jak rozpoznać, kiedy kończy się zabawa, a zaczyna problem.

      Usuń
    2. Fakt, granica jest bardzo cienka, ale np. jak dziecko wychodzi w makijażu na zewnątrz, albo coś, to już oznaka, że jest źle...

      Usuń
  6. Oh pamiętam jak podkradałm mamie szminki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, większość z nas to robiła, takie życie :DDD

      Usuń
  7. Ja rozumiem jeszcze jakis lakier do paznokci raz na jakis czas bo córka chce wygladac jak mamusia bo to jest przyklad:) czy pomadke kolorowa ( chodzi mi o balsamy do ust z kolorkiem jak ma np. Nivea). Tuszu do rzes, podkladow, rozy nie popieram bo nie wazne jakie by to bylo to jest cialo obce i skóra zawsze bedzie sie buntować.

    Jestem na nie. Dzieci będą miały jeszcze czas wchodzić w świat kosmetyki az w koncu im to wyjdzie uszami. Zloty srodek najlepszy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Farizah, teraz dziewczyny w ogóle wcześnie zaczynają się malować, dla gimnazjalistek makijaż to norma. Trochę to smutne.

      Usuń
    2. Ja zaczelam sie malowac majac 12 lat... I teraz zaluje bo popsulam sobie tym cere niesamowicie:(

      Usuń
    3. Rzeczywiście, bardzo wcześnie. Ja pełny makijaż (w sensie podkład, puder, tusz do rzęs) zaczęłam sobie robić dopiero na studiach :DDD

      Usuń
  8. Co prawda nie mam dziecka ale skoro się nie znam to oczywiście się wypowiem ;)
    W chwili obecnej (nie wiem jak będę na to patrzyła gdy już kiedyś będę miała dziecko) wydaje mi się, że takie kosmetyki-zabawki jak na trzecim zdjęciu od góry, które nie malują są do przyjęcia, chociaż niekoniecznie w całym zestawie w myśl zasady "co za dużo to niezdrowo". Natomiast malująca kolorówka dla małych dziewczynek jest dla mnie zupełnie nie do przyjęcia. To już chyba lepiej jak taka mała dama podbiera coś mamie niż dorasta pod presją konieczności poprawiania swojego wyglądu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sexi, nie trzeba mieć dzieci, żeby mieć zdanie na ten temat, także luz, dzięki za głos w dyskusji!

      Usuń
  9. hahha
    Ja się pospieszyłam i swoje zdanie już na FB Ci zreferowałam ;)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak pisałam na twoim FB, miałam takie tanie chińskie zestawy. Ale nie byłam zainteresowana malowaniem nimi siebie - kartki i ściany to był ten kierunek. Pierwszy poważny kosmetyk "kolorowy", którym się mazałam to był popularny błyszczyk w kulce. Bezbarwny :D. Na poważnie zaczęłam się malować na studiach, nawet w liceum niezbyt często sięgałam po kosmetyki kolorowe.
    Nie przekonują mnie kosmetyki upiększające dla dzieciaków. Z prostego powodu - one tego nie potrzebują. Wydaje mi się, że ucząc dziewczynkę od maleńkości dbałości o urodę pozbawia się ją poczucia własnej wartości. I potem wiele dziewczyn ma problem, gdy muszą wyjść bez makijażu, skoro od dziecka się czymś mazały. Sądzę jednak, że jeden zestaw krzywdy nie zrobi :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zoila, miałam za dzieciaka taki błyszczyk w kulce! Matko, ależ to było lepiszcze :DDD

      Usuń
    2. Ale +100 do kobiecości :D

      Usuń
  11. Sama jako mała dziewczynka dostałam zestaw tego typu kosmetyków na Boże Narodzenie - pamiętam jaka byłam podekscytowana - co prawda to było kilkanaście lat temu ( BOOOOOOŻE JAK DAWNO) ale dostałam po nich strasznej wysypki na twarzy i w tajemniczy sposób rzeczy znikneły z mojego pokoju (dzięki Mamo ;)) Mam nadzieję, że od tego czasu wiele się zmieniło pod względem jakości tych prokuktów, ale mimo to uważam, ze małe dziewczynki powinny wierzyć w swoje naturalne piękno a nie w sztuczny wizerunek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kropeczka, jednak wysypka? No sama widzisz ...

      Usuń
  12. Ja uważam, że nie ma nic złego w tym, żeby mała dziewczynka używała kremu dla młodej cery, pomadki nawilżającej czy od czasu do czasu na większe wydarzenia - lakieru do paznokci. Oczywiście odpowiedniej jakości - naturalne składy, pewne sklepy, a nie jakieś wymyślne cudeńko firmy "Krzak". Ale to wszystko. Nie uznaję absolutnie robienia z dzieciaka lalki, bo to tylko może zaszkodzić jej/jego zdrowiu fizycznemu (skórze) i psychice. Nie można wpajać małemu dziecku, że wygląd jest najważniejszy, a to ostatnio co raz częściej widzę w szkole mojego brata (9 lat).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katarzyna, mnie przerażają właśnie te dziewczynki lalki, lolitki małe, wystawiane na pokaz na konkursach małych miss. To jest straszne, nigdy nie zrozumiem motywów rodziców doprowadzających do udziału dziecka w czymś takim.

      Usuń
  13. Ja nie widzę w tym absolutnie nic złego. To jest wręcz naturalne, że małe dziewczynki odczuwają potrzebę "korzystania" z kosmetyków, chociażby jak mama :) Myślę, że takie "specjalne" kosmetyki dla małych dziewczynek są OK. Kwestia jakości? Zawsze jest wybór :) Poza tym wiele zależy od umiaru i granic jakie wyznaczą rodzice. Osobiście uważam, że nic złego, że mała dama będzie miała umalowane usta SWOJĄ pomadką, użyje SWOJEGO różu na przykład na jakieś wyjście. To samo z malowaniem paznokci - dwulatce może bym nie malowała "na siłę", ale starszej, gdyby wyraziła taką chęć, to na weekendy jak najbardziej.

    Sama pamiętam jak maziałam się SWOIMI cukierkowo różowymi kosmetykami, kiedy mama na to pozwalała. W zaokrągleniu było to jakieś 15 lat temu i teraz, jako dorosła kobieta wcale nie czuję, że moja wartość zależy od makijażu, nie mam też zachwianej samooceny, a przynajmniej nie z powodu dziecięcych epizodów z makijażem ;) Przechodzimy przez to aktualnie, co prawda z dziesięciolatką, która dostaje czasami kosmetyki raczej z tych "dorosłych", ale na większe wyjścia makijaż jest :) W końcu trzeba na maksa wykorzystać starsze siostry! :)))

    Wszystko jest dla ludzi, najważniejszy jest umiar i zdrowy rozsądek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serduszko, no tak, ty znasz to wszystko z autopsji, pełen przekrój zagadnień w waszym domu, mogłam się tego spodziewać :* Fajnie, że macie takie zdroworozsądkowe podejście. Masz rację, epizody (to, co ja nazywam zabawą) raczej nie są groźne, gorzej, jak dziewczynki są popychane trochę bezwolnie ku tym sprawom.

      Usuń
    2. No niestety takie "popychanie" dziecka to już zupełnie inna sprawa. Myślę, że to już pewna skrajność, na którą nie należy pozwalać ani w nią wpadać. Powtórzę się - umiar to klucz do rozwiązania tego dylematu :)

      Usuń
    3. To ja się podpiszę pod tym co pisze Zielone Serduszko .
      Od siebie dodam jeszcze ,ze emoja młoda wcale nie przejawiala w dzieciństwie jakiś wielkich zaiteresowań make upem i ani nie upierala się mieć swoich mazideł ,ani ich nie dostawala . Za to teraz ( gimnazjum ) nadrabia ... :)
      Na szczęście umiar zachowany . Lekki podkład , puder ( cera niestety dojrzewa i psikusy robi , więc tapetka lekka to must have ) tusz do rzęs i błyszczyk . Od święta kreska .

      Usuń
  14. Moim zdaniem to nie kosmetyki prowadzą do zaburzeń samooceny, a raczej podejście rodziców (nie raz spotkałam się z tym, że rodzice nie mówią dzieciom, że są piękne, wartościowe, tylko wymagają, wymagają, coraz więcej wymagają, nie chwaląc dostatecznie dużo) i przez mass media. Kosmetyki-zabawki to moim zdaniem tak samo niewinne przedmioty jak zabawkowe garnki i zabawkowa kuchenka. To tak, jakby mówić, że zabawkowe przyrządy kuchenne sprawią, że nasze dzieci będą w przyszłości mieć pogląd, że kobieta to się tylko do garów nadaje. Najważniejszy jest w mojej opinii wpływ rodziców. Z tego, co zaobserwowałam, dzieci z którymi miałam kontakt raczej nie stosowały kosmetyków po to, żeby być "ładniejsze" (jak to robią dorosłe kobiety), a po to, by po prostu ponaśladować mamę, poudawać, że jest się już dorosłą. Tutaj ogromna jest rola rodziców również w tym, by uświadomić dorastającym córkom, że makijaż może być fajny, ale w odpowiednim wieku i w odpowiednich ilościach.

    Zgadzam się jednak w pełni co do tego, że składy takich specjałów są delikatnie mówiąc wątpliwe. Moim zdaniem dużą luką na rynku jest produkcja jakiś delikatnych, opartych na naturalnych bazach kosmetyków kolorowych dla małych dziewczynek. Ja - gdybym miała kiedykolwiek dziecko - wolałabym kupić mu taki zestaw kosmetyków o składach, które nie zrobią krzywdy delikatnej skórze dziecka, niż ryzykować, że będzie podbierać moje kosmetyki (a chyba nikt z nas nie chciałby, żeby dziecko bawiło się np. ukochanymi meteorytami Guerlaina czy tuszem do rzęs Lancome xD). Poza tym składy kosmetyków dla dorosłych nie są jakoś mega restrykcyjnie sprawdzane, nie wiadomo, jaki mogą mieć wpływ na skórę dziecka. Dlatego ja jestem na tak, pod warunkiem, że powstanie seria naprawdę delikatnych, przebadanych kosmetyków-zabawek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Poza tym zakazany owoc smakuje najlepiej, a jeśli dzieciom pokażemy, że kosmetyki to nie jest właśnie ten zakazany owoc, istnieje szansa, że stracą na nie ochotę ;) Albo... ćwiczone od maleńkości umiejętności wizażu w przyszłości sprawią, że dziecko wyrośnie na zdolnego wizażystę :D

      Usuń
    2. Kasia, w sporej części się z tobą zgodzę, ale co do zabawek to akurat mam nieco inne zdanie. Owszem, zabawkowe gary mogą być niewinne, o ile dziecko samo chce je dostać i się nimi bawić, ale już obdarowywanie nimi dziewczynki, tylko dlatego, że jest dziewczynką, godzi w moje feministyczne wnętrze ;))) To samo zresztą dotyczy chłopców, kto powiedział, że muszą bawić się zestawami małego majsterkowicza?

      Usuń
    3. A no pewnie, że tak! Tutaj też się z Tobą zgodzę :)

      Usuń
    4. Podpisuję się rękami i nogami pod wypowiedzią xkeylimex! To nie kosmetyki powodują zaburzenia samooceny, a podejście rodziców. Ważne jest to, w jaki sposób pokażą dziecku świat i jak przez ich oczy będzie się ono postrzegać, a nie czy raz na jakiś czas pobawi się kosmetykami mamy. To tak jak z bajkami czy w ogóle z telewizją - mądry rodzic będzie 'tłumaczył', opowiadał przy okazji oglądania RAZEM z dzieckiem, zaś rodzic bezmyślny - posadzi dziecko przed odbiornikiem i będzie się cieszył, że ma pociechę 'z głowy' na jakiś czas.

      Usuń
  15. Hmm... Ich skład jest zazwyczaj fatalny / zupełnie nie podany - do tego można się przyczepić.
    Dzieci się lubią bawić w dorosłych i dorosłych podpatrywać - mój synek jest mistrzem robienia prania, zamiatania i...wchodzenia na wagę xD
    Same się z siostrą bawiłyśmy takimi rzeczami i nie mam nic przeciwko póki to przezroczyste błyszczyki albo cienie, których prawienie widać na oku. Byle dziecko nie wyglądało jak z programów o małej miss...

    A poczucie wartości dziecka (lub jego brak) budują rodzice - nie plastikowa szminka czy różowy pędzelek do pudru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kempek, otóż to, dopiero co wyżej pisałam o małych miss, dla mnie to też jest szczyt bezmyślności.

      Usuń
    2. Na to już nawet słów nie ma...
      Co kieruje rodzicami tych dziewczynek - to jedna rzecz....
      Ale co mają w głowie te podstarzałe faceciska zasiadające w jury? Ja bym się bała dziecko postawić przed 50letnim grubym facetem, który ocenia seksowność trzylatki...

      Usuń
  16. ja jestem zdecydowanie na nie! (i bardzo się cieszę, że mam syna;))
    im później zacznie się przygoda z kosmetykami tym lepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monique, ja mam właśnie córeczkę i tak się zastanawiam, jak to będzie ...

      Usuń
  17. i ja podkradałam kosmetyki mamie, ale uważam, że kolorówka dla kilkulatek jest nieodpowiednim rozwiązaniem. nie wyobrażam sobie w przyszłości swojej córki, która w wieku dziecięcym używa tych wszystkich mazideł. jestem na nie. o ile makijaż w wydaniu męskim jest ok - tak u dzieci nie jest do przyjęcia.

    biznes kolorówki dla dzieci kręci się dlatego, że istnieją te wszystkie wybory miss. widziałam gdzieś materiał, kiedy matka jednej z kandydatek malowała ją wszystkim, co miała (puder, podkład, róż etc) ... to już przesada :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, też widziałam kiedyś jakiś reportaż na ten temat, oglądałam i nie mogłam uwierzyć, że istnieją tacy rodzice.

      Usuń
  18. moja bratanica ma straszne ciągoty do takich rzeczy. I zaczęło jej się strasznie szybko. Tak samo uwielbia się stroić, czesać i ogóle wszystkie takie kobiece sprawy strasznie ją cieszą. Z jednej strony to całkiem słodkie, ale z drugiej trochę strach co bedzie jak dorośnie. Przejdzie jej czy sie pogłębi ?W tym drugim przypakdu byłoby gorzej. Na szczęście ma całkiem rozsądną mamę, która dobrze zna granice. No i sama nie należy do kobiet wyjątkowo strojących się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apteka, kobiecość sama w sobie nie jest niczym złym, chodzi mi tylko o to, żeby nie wtłaczać dziewczynek na siłę w jakieś role i żeby nie zaszczepiać w nich myśli, które mogą wypaczać spojrzenie na świat.

      Usuń
  19. Nie wiem, co myśleć na ten temat.
    Chyba jestem na nie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta, bo i temat dość trudny, sama do końca nie wiem, co myśleć.

      Usuń
  20. na MTV pokazują amerykańskie programy o konkurach piękności dla paruletnich dziewczynek. ba! niektóre nie bardzo potrafią jeszcze chodzić. są często zmuszane przez swoje matki do brania udziału, chodzą z nimi do kosmetyczki. na moje powinni odbierać takim prawa rodzicielskie, ale amerykanie to jest odrębny rozdział... jestem przeciwna malowaniu dzieci. co innego zrobic corce frajdę na urodziny, a co innego pozwalać się jej malować kiedy chce, albo wręcz ją zmuszać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kassiora, widzę, że temat małych miss wraca jak bumerang. Nie dziwię się, mnie te konkursy też oburzają.

      Usuń
  21. jak byłam mała też podkradałam kosmetyki mamie, a nawet raz wymalowałam brata ;)
    dlatego teraz moja córa 5 lat:) też ma swoje kosmetyki którymi bawi się w domu :) Oczywiście mowy nie ma żeby wymalowana poszła na ulicę, ale ma swój błyszczyk w delikatnym ledwie widocznym różu i pomadkę ochronną różową których używa do wyjścia ;) ma też swoje własne perfumy z księżniczkami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulina, czyli zachowujecie umiar i to jest najważniejsze :)

      Usuń
  22. nie jestem rodzicem. Mimo to dla mnie to chory pomysł Dziecko powinno być dzieckiem i mieć normalne dzieciństwo. Hmmm gdy byłam mała (a nie było to znowu tak dano, 15 lat temu) nie było mowy o jakiś kosmetykach kolorowych-pomadkach, cieniach, lakierach do paznokci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O pochodzeniu i składach takich kosmetyków chyba nie muszę się wypowiadać, bo powiedziałaś już wszystko co można ;) I masz absolutną rację!

      Usuń
    2. Milky, w moim dzieciństwie też nie było takich gadżetów, problem niejako nie istniał. No ale ja dorastałam w latach osiemdziesiątych, wtedy generalnie niczego nie było :DDD

      Usuń
  23. Nie tak dawno w katalogu Oriflame lub Avon (??) widziałam lakiery do paznokci dla dziewczynek zmywane wodą z mydłem. To może być fajna alternatywa. Nie widziałam składu, ale pewnie żadnych formaldehydów czy innych cudów tam nie uświadczysz. Co do kolorówki, rozumiem potrzebę starszych dziewczyn, które mają problemy z cerą. Ale dzieci w podstawówce czy nawet w przedszkolu?? Można pobawić się maminymi kosmetykami, ale bałabym się, że mając własne produkty w pewnym momencie dziecko przekroczy granice zabawy i będzie tego rzeczywiście potrzebować żeby poczuć się lepiej. Poza tym nigdy nie zapomnę tego dreszczyku emocji gdy podkradałam starszej siostrze kosmetyki ;p Ze swoimi nie byłoby już tak fajnie ;p :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oluśka, kojarzyłam właśnie, że w sprzedaży katalogowej można coś takiego dostać, gdzieś tam właśnie kołatał mi się avon po głowie.

      Usuń
  24. Mnie temat trochę przeraża - i z powodu niewiadomego pochodzenia zestawów, i robienie z dziecka lolitki, koniecznie w różu, taka stereotypizacja.
    Uważam, że podkradanie dorosłych kosmetyków jest naturalne, to etap rozwoju.
    Nie kupiłabym jednak córce takiego zestawu, starałabym się też w niej budować poczucie, że makijaż nie jest koniecznością i że wygląd jest ważny, ale nie najważniejszy.
    Myślę, że ew. balsam pielęgnacyjny do ust dla kilkuletniej dziewczynki jest ok, ale nie kosmetyka kolorowa.

    Nie mam dzieci, ale przeraża mnie to wpychanie dzieci w określone role: te dziewczynki ze słodkimi lokami, całe w różu, buzia w podkówkę, księżniczka czekająca na księcia..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, też nie cierpię takiego bezmyślnego wtłaczania dzieci (i w ogóle ludzi) w pewne stereotypowe role. Począwszy od zwykłych rzeczy, jak właśnie kolor ubrania, aż po te najważniejsze, kluczowe, jak sposób wychowywania. Ale wiesz co? Wiesz jak trudno kupić cokolwiek dla dziewczynki, co nie byłoby różowe? Czasami graniczy to z cudem, serio. Ja staram się ubierać moją córeczkę po prostu na biało, ale czasami najzwyczajniej w świecie jest to NIEMOŻLIWE.

      Usuń
  25. Ja uważam że jeszcze pomadka i jakieś perfumki są ok. Ale reszta to już przesada. Wiadomo, na bal przebierańców czy zabawe to jeszcze ok. Myśle że producenci chce sobie "wychować" klientów na przyszłość. Moja córka (2,5 roku) ostatnio zaczęła interesować się moim rozświetlaczem (ma wytłoczone kwiatki), choć wydaje mi się że przez pędzel bo jest bardzo miękki i mizia się czystym po buzi :) (ma końce włosków różowe, a wiadomo dziewczynki kochają róż to chyba drugi powód dlaczego jej się tak podoba)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madlen, myślisz, że to aż taki spisek, wychowywanie przyszłych klientów? Przyznam, że nie przyszło mi to do głowy.

      Usuń
    2. Marketing rządzi w dzisiejszych czasach wszystkim. Niestety dzieci często są postrzegani również jako środek dojścia do dorosłego klienta. Wystarczy pooglądać reklamy... No i generowanie potrzeb, jak z tą rękawicą do pędzli z sigmy.

      Usuń
  26. Ja jestem powiedzmy na tak jeśli to tylko zabawa i potem zmywamy :) ALE pod kontrolą i z umiarem, jeśli to są kosmetyki przebadane najlepiej mamy, specjalny zestaw do makijażu dla małych dziewczynek nawet do zabawy zdecydowanie nie i nie w wieku 4,5 lat!, jestem całkowicie na nie kiedy widzę te pokazy mody dla małych dziewczynek i to jak ich matki i one same poważnie to traktują full tapeta, pozy, kreacje, płacz kiedy się nie wygrywa, nie jest to normalne, ale i tak jestem pewna że swojemu dziecku nie pozwoliłabym na makijaż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola, te konkursy piękności dla dzieci to w moim odczuciu patologia.

      Usuń
    2. a i żadne malowanie paznokci :), ja jednak jestem dość negatywnie nastawiona do tego typu rzeczy

      Usuń
    3. No widzisz, a ja dziewczynki z pomalowanymi paznokciami często widuję.

      Usuń
  27. Dla mnie to taki mały kij w mrowisku ;). Moje zdanie jest proste: kolorówka dla dziecka w formie zabawy w domu: tak. Wprowadzanie kolorówki jako stały element każdego dnia: nie. Trochę rozsądku, jakaś lepsza firma z wiadomym pochodzeniem i kontrola rodziców, a wszystko powinno być ok. W innych przypadkach jestem przeciw, bo jak patrzę na 5-letnie lolitki, które chcą coś na mnie-cioci wymóc trzepocząc rzęsami, to spazmów dostaję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tenebrity, no nie wiem, nie mam w otoczeniu pięciolatek, ale domyślam się, o co ci chodzi :DDD

      Usuń
    2. Ja na co dzień też ich nie mam, ale przekonałam się że wzorce zachowań "idą z góry" od mamusi. ;)

      Usuń
  28. Kurczę, ja nie wiem, jak byłam mała to bawiłam się lalami, walczyłam z kuzynem na kije przeciw wyimaginowanym potworom i czyniłam wypadki samochodowe (autami z kinder niespodzianek na przykład). Do głowy by mi nie przyszło podkradać mamie kosmetyki ;)

    Swojej córce takiego zestawu bym nie kupiła. Kolorowa pomadka ochronna, jakaś dziecięca woda toaletowa, w ostateczności delikatny, a wręcz bezbarwny lakier do paznokci - ok. Sądzę, że na poważniejszą kolorówkę dziecko ma dużo czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cassidy, niestety nie wszyscy rodzice tak uważają.

      Usuń
  29. Kwestia istotnie bardzo drażliwa, pewnie dla każdego rodzica granica jest w innym miejscu ;). Ja z pewnością nie zaufałabym kosmetykom do makijażu sprzedawanym jako zabawki, bo już nie raz słyszałam doniesienia o różnych paskudztwach, które można znaleść w takich specyfikach. Myślę, że jeśli już to raczej prawdziwe kosmetyki - takie, które muszą przejść odpowiednie testy. Uważam też, że np pomalowane paznokcie raz na jakiś czas, powiedzmy na jakąś okazję, to nic strasznego, ale nie bardzo wyobrażam sobie makijaż na pięciolatce. U starszych dziewczynek, np nastoletnich, to już chyba nie ma co zabraniać - walka z wiatrakami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nefka, nastolatki to już insza inszość :DDD Też można by dyskutować, czy potrzebują tyle makijażu, ile się często na nich widzi, ale prawda jest taka, że zwykle już same o swoim wyglądzie decydują i na zakazy jest za późno.

      Usuń
  30. Cammie,gdy byłam malutka sama dostałam taki zestaw.Piękna,solidny przybornik a w nim cienie i błyszczyki.Pamietam,jak mocno to lubiłam ! (no mam przeebłyski,no :D)Dodam,że kasetke oczywiscie bez zawartosci mam do dzis,trzymm w niej dlugopisy ;D To oczywiste,ze w wiekszosci przypadkow dzieci traktuja to jako zabawe.Co do skladów itp.Mysle,ze takie skarby mozna zastapic urocza kasetka z lusterkiem i wlozona do niej pomadką i małym,niekoniecznie typowo dzieciecym różowym lakierem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agusia, wow, ale masz pamiątkę! Naprawdę to musi być dla ciebie sentymentalnie cenny przedmiot, skoro masz go do tej pory.

      Usuń
    2. Oj bardzo :-) A propo tych chińskich kosmetyków Avon i Fm mają takie kolekcje dla małych dzieci :-)

      Usuń
    3. Tak, wiem, już ktoś mi pisał :)

      Usuń
  31. Jestem przeciwna takim kosmetykom. Nie wiem, o czym myślą rodzice kiedy np. puszczają siedmiolatkę do szkoły z pomalowanymi paznokciami - takie sytuacje zdarzają się u mojego syna w klasie :/
    U mnie pełny codzienny makijaż zagościł po trzydziestce, wcześniej był tylko tusz do rzęs.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liv, makijaż sam w sobie nie jest niczym złym, po dwudziestce, trzydziestce, czy kiedykolwiek, o ile mówimy o osobie dorosłej, świadomej tego, po co sięga :)

      Usuń
    2. Wcześniej nie miałam potrzeby malowania się i nie czułam presji żeby to robić.
      Uważam, że dzieci i nastolatki nie powinny zabijać swojej urody niesprawdzoną chemią (a taką najczęściej dysponują), no chyba że jest makijaż korygujący przy trądziku/bliznach, ale to już inna historia.

      Usuń
  32. Myślę, że takie kolorowe zestawy cieni/ szminki do "malowania lalek" jeszcze gdzieś można zaakcetować, natomiast ładna szczotka do włosów, lusterko - jak najbardziej jestem na tak.
    Nasunął tez mi się trochę pokrewy temat, a mianowicie wybory małej miss w USA, gdzie ze 3 - 5 letnich dziewczynek ich własne matki robią straszne "tapeciary" i lolitki... To mnie przeraża ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lady, kilkukrotnie już był właśnie przywoływany ten temat w komentarzach, tragedia z tymi konkursami :/

      Usuń
  33. Moja 3,5 letnia córka uwielbia siadać ze mną przy toaletce i się malować. Nie kupuję jej specjalnych dziecięcych kosmetyków, ma swój bezbarwny balsam do ust,czasem pozwolę jej na jakiś mój różowy. Kocha kosmetyki w kulkach ( zawsze mi część wysypie ) i duże pędzle. Wie że więcej nie może używać ale bardzo lubię te chwile jak patrzy się jak ja się maluje i próbuje naśladować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Denticoo, no ale nie kupujesz jej osobnych zestawów, nie nakłaniasz do zabawy / nauki malowania, zachowujesz zdrowe podejście, zaspokajając naturalną dziecięcą ciekawość i chęć naśladowania mamy. To zupełnie co innego. Nie rwałabyś sobie włosów z głowy, gdyby tego nie robiła, no nie? :DDD

      Usuń
  34. Jako dziecko podbierałam kosmetyki siostrze starszej i była do dla mnie niezła zabawa :) Nie mam jeszcze dzieci, ale raczej nie chciałabym, żeby miały takie kosmetyki. Podkradać mi będą mogły (dopóki ich nie przyłapię) i powoli same wkręcą się w ten świat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. France, czyli stawiasz na naturalną kolej rzeczy :DDD

      Usuń
  35. Kiedyś, gdy miałam ok. 6 lat dostałam zestaw do makijażu. Tak mi się spodobał, że wymalowałam siebie i rok starszą kuzynkę. Niestety został szybko skonfiskowany przez mamę, ponieważ na drugi dzień byłyśmy całe w wysypce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eloum, jesteś już kolejną osobą, która wspomina o reakcji uczuleniowej, czyli moje obawy nie są bezpodstawne.

      Usuń
    2. Dlatego właśnie nie pokuszę się o takie coś, nawet gdny miło się to zakończyć histerią w sklepie.

      Usuń
    3. Mnie histerie jeszcze są obce, ciekawe jak długo ;)))

      Usuń
  36. Wydaje mi się, że we wszystkim trzeba znać umiar. W kosmetykach kolorowych dla dziewczynek nie widze nic złego - ale oczywiście w formie zabawy, od czasu do czasu. Natomiast jeśli miałoby to być na porządku dziennym to absolutnie nie. Jeszcze przyjedzie czas na poważne malowanie się..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vera, umiar, umiar, wszystkie piszecie o umiarze, kłopot tylko w tym, że każdy ten umiar widzi gdzie indziej ;)))

      Usuń
    2. Dokładnie Cammie dla każdej z nas te granice są gdzie indziej. U mnie staneło na pomadce ochronnej a u kogoś innego będzie to faktycznie zestaw do zabawy albo odwrotnie, zupełnie NIC.

      Usuń
    3. Ja generalnie nie lubię skrajności w życiu, żadnych.

      Usuń
  37. Ja mam dwie córki 2 i 4 lata i uwielbiają pędzle i akcesoria do makijazu, jednak nie zdarzyło mi się, żeby kupić im tego typu produkty, bo zwyczajnie im nie ufam. Stella na 100000% byłaby zachwycona takim zestawem jak prezentujesz ale na razie stanęło na balsamie truskawkowym do ust Nivea :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama, ale widzę, że i tak coś tam wynegocjowała :DDD

      Usuń
    2. No jasne :)
      Nie jestem jakąś tam konserwatywną matką, ale uważam, że dobrze też jest zachować umiar w tym wszystkim. Nam samym w obliczu "nowego cudaka" czasem cięzko zachować zdrowy rozsądek a co tu mówić o dziecku.

      Usuń
    3. No tak, ale my jednak jesteśmy dorosłe, nawet jak się czymś podjaramy, to nie tracimy do pewnych spraw dystansu. Z dziećmi różnie bywa.

      Usuń
    4. To prawda, mam na głowie 25 -tkę maluchów każdego dnia ... Oj czasami świat na głowie staje :/

      Usuń
  38. jak widzę kosmetyki kolorowe dla dziewczynek, to przed oczami mam od razu małe miss etc. pomysł dla mnie nie do przyjęcia. uważam, że makijaż jest dla kobiet (kobiet podkreślam, nie dla 12-latek). nie róbmy z dzieci dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smyk, nazywasz sprawy po imieniu, jak zawsze :)

      Usuń
  39. ja od dziecka kochałąm robić makijaże i już jako 8 latka kradłam mamie kosmetyki i malowałam nimi siostrę, z braku profesjonalnych pędzli używałam takich do malowania farbami haha ;d zabawa była świetna ;d sama zaczęłam się malować w I klasie gimnazjum - samym tuszem + delikatny błyszczyk i nie uważam tego za nic złego, często w domu robiłam sobie jakieś mocne makijaże tak dla zabawy żeby poćwiczyć i powoli wdrażałam kolejne kosmetyki do makijażu na co dzień :)
    jak dla mnie nie ma w tym nic złego jeżeli zachowa się umiar. Mi mama kupiła kosmetyki dla dzieci i taką głowę dużą lalki i ją malowałam ;d (pewnie nie chciała żebym dręczyła siostre ;d) i jasno wytłumaczyła, że moge malować ile chce ale tylko tą lalkę nie siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anula, lalka brzmi spoko, najważniejsze, że siebie nie pacykowałaś :D

      Usuń
  40. Niebezpieczeństwo takich kosmetyków oczywiście jak najbardziej. Ale ta druga część jest troszkę (troszeńkę) przesadzona, gdyż świat dzisiejszy jest taki, że liczy się wygląd, małym dziewczynkom mówi się od razu jak tylko się urodzą "och jakie śliczne dziecko" "jaką ty masz ładną sukienkę", zawsze tak jest, nie ważne jakiego typu jest to dziecko i jacy są rodzice. Z drugiej strony oczywiście marketing nawija szpulkę stereotypów, ale to tylko kontynuacja trendów wychowawczych. Wystarczy spojrzeć na zabawki- dla dziewczynek produkty agd, dla chłopców samochody i żołnierze. Nie wydaje mi się, aby wycofanie takich produktów (do czego nigdy ze względów ekonomicznych nie dojdzie) czemukolwiek pomogło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kokietka, ja swojej córeczce powtarzam, że jest piękna tak samo często jak to, że jest mądra ;)))

      Usuń
  41. Pamiętam gdy byłam mała dostałam taką paletkę z cieniami, różami i pomadkami. Nie była to paletka typowo dla dzieci. Nawet nie wiem skąd ona pochodziła, ale wiem, że miałyśmy takie same z mamą. Lubiłam się nią bawić, bo wtedy czułam się jak prawdziwa dama. Pamiętam, że użądzałam salon kosmetyczny i wykonywałam na babci różne makijaże :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Makda, haha, brawo dla babci za cierpliwość :DDD

      Usuń
  42. Czyżbyś się przymierzała do pierwszego zestawu dla Zuzi? :D
    Prawda jest taka, że miałam taki zabawkowy zestaw do malowania, który był tak beznadziejny, że po pierwszym użyciu nadawał się do wyrzucenia, więc i tak kradło się mamie :D
    Z jednej strony biorąc pod uwagę rosnące zapotrzebowanie, może to by było dobre, jakby frmy światowego formatu robiły zestawy specjalnie dla małych dziewczynek, wiadomo by było przynajmniej, że jest to przebadane i nie kładziemy dziecku świństwa na twarz. Ale z drugiej strony jak patrzę jak co raz młodsze dzieci się malują to mi gorzej...
    Pamiętam jak w 6 klasie podstawówki koleżanka przyszła z wytuszowanymi rzęsami do szkoły i ja byłam oburzona, że coś takiego zrobiła. Teraz prawdopodobnie reszta koleżanek byłaby zachwycona i na drugi dzień też by przyszła pomalowana (o ile nie robią tego na co dzień!). Choć nie będę ukrywać, że to też wina rodziców i nauczycieli. Właśnie też w czasach podstawówki miałam zapalenie spojówek i niezwykle modne były krople, które robiły bajkowo - niebieską tęczówkę i taką jak gdyby kreskę dokoła oka niebieską. Jak przyszłam do szkoły to pierwsze co to dostałam opieprz od nauczycielki za to jak mogłam tak przyjść wymalowana do szkoły. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że na drugi dzień na potwierdzenie przynosiłam te krople do szkoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PaniLewczyk, smutna prawda jest taka, że teraz wytykana palcami pewnie jest tak, która tych rzęs nie maluje ...

      Niezły numer z tymi kroplami.

      Usuń
    2. Tak mi się skojarzyło: "Świat schodzi na psy. Razem z nim ty. Wierzysz mi?
      Policzone są twoje dni" i pomyśleć, że Paktofonika tak "śpiewała" ponad 10 lat temu... A tu coraz gorzej...
      Patrzę tylko na swoją siostrę czwartoklasistkę i czekam, aż będzie się prosić o tusz do rzęs. Już jakie wojny są o ubrania to szok. Ja w jej wieku (jak to brzmi :D) nic do gadania nie miałam. Welurowe legginsy w dalmatyńczyki + koszulka i jazda do szkoły :D

      Usuń
    3. Ja już w ogóle się nie odzywam, w czwartej klasie byłam gdzieś w okolicy roku '90 :DDD

      Usuń
    4. No to jest między nami różnica wieku, jak między mną i moją siostrą :D Bo ja w 91 zaczęłam walić w pieluchy :D

      Usuń
    5. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że jesteśmy równolatkami.

      Usuń
    6. Ja się domyślałam, że jesteś starsza, ale dawałam Ci ~25 ;) Ale ja strasznie nie lubię kategoryzować ludzi po wieku. Z racji tego, że zmieniałam kierunek studiów jestem na co dzień z ludźmi zaledwie rok młodszymi, a czasem mam wrażenie, że wpadłam do gimnazjalistów :D

      Usuń
    7. ~25 to ja miałam z 10 lat temu ;)))

      Usuń
    8. Czyli nic się nie zmieniasz :D

      Usuń
  43. Osobiście jestem na nie.kupowania, wtłaczania od małego, że ładnym, atrakcyjnym można być tylko pomalowanym, że trzeba się poprawiać, itp. Dalej- nastolatki pomalowane, ubrane jak dorosła kobieta plus ich za wczesne nabieranie kobiecych kształtów to przepis na ew. molestowanie w każdej postaci po gorsze sprawy(gwałt czy sprzedaż siebie, manipulacja facetami poprzez własną cielesność)

    Wszystko ma swój czas i miejsce.

    Pozwalamy na malowanie dzieci, w sklepach są koturny (!) z hana montaną, picie szampana dla dzieci - a gdzie papieroski dla dzieci ?

    Za bardzo skupiamy sie na powierzchowności, ciele nie ucząc dzieci szacunku do tego ciała, nie ucząc biologi, fizjologii tego ciała,nie dbając o nie od środka, wszystko spłycamy bo tak jest łatwiej, szybciej i wygodniej i szkole i rodzicom.

    Ale wykład ;) i piszę to jako mama 13 latki, która wczoraj miała imprezę pożegnalna i kilka dziewczyn było w pelnym makijazu i szpilkach 10 cm !
    pozdr
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całym szacunkiem, ale myślę, że trochę histeryzujesz. ;) Rozumiem - kult ciała, media - w XXI wieku jest to bardziej uwidocznione, ale jak historia pokazuje - to zjawisko już istniało od baaardzo dawna. Zawsze promowano piękno, młodość, etc. A nastolatki? Bunt, pęd ku dorosłości - normalne zjawisko. Myślę, że ludzie, którzy tak narzekają na młodzież, na ich wygląd, zachowanie - sami zapominają, że kiedyś też mieli te naście lat. Poza tym co masz na myśli pisząc - 'za wczesne nabieranie kobiecych kształtów'? To chyba reguluje natura. ;)Przypominam, że kiedyś już dwunastolatki wychodziły za mąż (patrz: królowa Jadwiga).
      Co do dalszej części Twojej wypowiedzi, to zgadzam się - niestety, w codziennym biegu zapominamy zatroszczyć się o nasze wnętrze, o uczucia nasze i naszych bliskich, co później może zaowocować właśnie jakimś rozchwianiem emocjonalnym, brakiem akceptacji własnej osoby, czy nawet depresją. Dlatego nie obwiniałabym tutaj kosmetyków, czy dbania o swój wygląd, bo powodem jest właśnie brak zainteresowania rodziców dzieckiem. Zainteresowaniem się nie jego stopniami, tym czy nie jest głodne - ale całością jego osoby, tym JAKIE ono właściwie jest, jaką ma osobowość, jakie ma hobby, co czuje, co myśli. I jest clue problemu, jego sedno.

      Usuń
    2. Paula, widzę, ze podchodzisz do tematu bardzo emocjonalnie, pewnie dlatego, że jak piszesz, masz córkę w dość trudnym wieku.

      A papieroski dla dzieci? Proszę bardzo! W większości sklepów ze słodyczami za mojego dzieciństwa można było kupić gumy do żucia w kształcie papierosów ...

      LazyCat, masz niestety rację, często ludzie widzą tylko czubek własnego nosa, zaniedbując bliskich, nie tylko dzieci, ale całe swoje otoczenie, rodzinę, przyjaciół. I nawet nie na poziomie świadomości, po prostu żyje się w biegu, ważne sprawy schodzą na dalszy plan w starciu z codziennością.

      Usuń
  44. ja nie mam dzieci, więc może nie powinnam oceniać.. ale wg mnie wszystko w swoim czasie.. nie lubię gdy małe dziewczynki mają pomalowane paznokcie, usta czy co gorsza oczy.. rozumiem, bądźmy księżniczkami, ale bez przesady.. ładna sukienka i fryzura wystarczy.. są ważniejsze rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marti, masz prawo do zdania na każdy temat!

      Co to za księżniczka bez różowych usteczek? :DDD Żartuję ;)))

      Usuń
    2. ja różowych usteczek nie miałam, a niewątpliwie księżniczką byłam :D

      Usuń
    3. Ale jak to, już nie jesteś? :DDD

      Usuń
  45. Pamiętam jak byłam mała to dostałam od chrzestnego duży zestaw do makijażu i się bardzo cieszyłam! Napewno jest to wielka radosc i frajda dla dziecka, ale ja bym raczej nic takiego swojemu dziecku nie kupiła - niech sama wybiera czy lubi makijaż i czy będzie sie malować jak będzie wieksza, a takie kupowanie dzieciom takich zestawów i pozwalanie na używanie go może sprawić że mała będzie czuła że musi się malować i musi to lubić. Bałabym się rownież że cos może jej zaszkodzić. Z resztą makijaż na takiej młodej buźce źle wygląda i raczej bym nie chciala żeby moje dziecko tak młodo zaczynało swoją przygode z makijażem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanna, no mnie właśnie brakuje punktu odniesienia, sama nigdy takiego dziecięcego zestawu nie miałam.

      Usuń
  46. A ja myślę, że podkradanie kosmetyków było fajniejsze niż posiadanie swoich. No i w rodzinie zawsze jest co wspominać ;)
    Jeśli się od małego dziewczynki uczy, że mają, że nie trzeba się o to starać, to mam wrażenie dając trochę zabieramy z tych oczekiwań, 'kiedy w końcu będę mogła mieć swój własny róż i lakier do paznokci' :)
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emma, faktycznie, chyba coś w tym jest!

      Usuń
  47. Sądzę, że masz do tego tematu bardzo rozsądne i zdrowe podejście. Wszystko jest dla ludzi. Jeśli takie akcesoria są elementem zabawy to wszystko jest ok. Wydaje mi się nawet, że rozwija to zdolności manualne dziecka. Nie mniej jednak należy wyznaczyć jakieś granice. O ile nie miałabym nic przeciwko, gdyby moje dziecko raz na jakiś czas w ten sposób się pobawiło to na ulicę już bym tak kilkulatki nie puściła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beauty, dzięki, że tak myślisz, ale prawda jest też taka, że póki co w moim przypadku jest to teoretyzowanie. Serio, nie wiem, jak się zachowam, kiedy moja córa podrośnie i zapragnie takiego zestawu. Kto nigdy nie uległ prośbom dziecka, niech pierwszy rzuci kamieniem :D

      Usuń
  48. całe szczęście, że mam synka :) mam nadzieję, że nie będzie chciał się malować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Morning, podobnie można rozpatrywać chociażby zabawy atrapami broni ...

      Usuń
  49. Wiem, że pytanie było raczej retoryczne, ale kurczę... ja nie podkradałam kosmetyków mamie i w życiu nie malowałam paznokci flamastrem. Kompletnie mnie to nie interesowało prawie do trzydziestki. Do dziś makijaż uważam raczej za działalność użytkową - uciążliwą i niemiłą.

    Rozumiem potężny wpływ reklam, ale nie dajmy się zwariować. Dziecko niepasione telewizją i mające zdrowe wzorce nie będzie w wieku 3 lat skupiało się na wykonywaniu codziennego makijażu. Pewnie spróbuje - na tej samej zasadzie, na której dzieci bawią się w dom czy w warsztat samochodowy - naśladując zachowania dorosłych. W takich mimetycznych zabawach nie widzę niczego złego - są naturalnym etapem rozwoju.

    Inna kwestia, ze gdyby moje kilkuletnie dziecko zaczęło uznawać, że koniecznie musi codziennie wychodzić do pracy z teczką albo codziennie malować rzęsy i zaniedbało przez to inne stymulujące zabawy - poczułabym się zaniepokojona. Także swoim rodzicielstwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sabb, myślę, że rodzice, którzy do takiej sytuacji dopuszczają, byliby ostatni w kolejce, żeby się tym niepokoić ;)))

      Usuń
  50. Nie mam nic przeciwko kolorówce dla małych dziewczynek, z własnego doświadczenia powiem, będąc przedszkolakiem miałam taki okres, kiedy non stop się malowałam, miałam własny, zabawkowy zestaw do makijażu ale uwielbiałam podbierać kosmetyki mojej mamie, zwłaszcza upodobałam sobie niebieski tusz do rzęs i niebieski lakier do paznokci (którym non stop zresztą smarowałam pazury do czasu, aż przypadkiem nie wylądował na jasnym dywanie..). Oczywiście mama własne kosmetyki chowała przede mną ale nie miała nic przeciwko kiedy biegałam po domu wymalowana ,,moim'' zstawem, z jednym okiem na niebiesko a drugim na zielono, z buraczanymi policzkami i wściekle różowymi ustami. WYglądałam jak żywcem wyjęta z programu ,,małe miss''. To doświadczenie nie wpłynęło ani na moją samoocenę ani na mój późniejszy wygląd, bo po pierwsze chciałam malować się sama a nie na rozkaz mojej mamy i raczej nie zdawałam sobie sprawy, że poprzez makijaż można stać się bardziej atrakcyjnym czy pociągajcym a po prostu byłam dzieckiem i oczy świeciły mi się na wszystko, co było kolorowe, brokatowe i błyszczące no i przeznaczone dla dorosłych ;) a po drugie ogromne zainteresowanie makijażem minęło po kilku miesiącach, znalazłam sobie inne, ciekawsze zabawki, zestaw do makijażu poleciał w kąt i przez cały okres podstawówki, gimnazjum i liceum za cały mój makijaż robiła nawilżająca pomadka do ust :) Nie malowałam nawet rzęs a do pełnego makijażu wróciłam dopiero będąc na studiach ;) Wniosek z tego taki, że jeśli małe dziewczynki chcą się bawić w malowanie to niech się pobawią, to taki okres, ale np widząc malującą się mamę nie pownny słyszeć sformułowań typu ,,mama się maluje żeby być ładniejszą'' albo ,,żeby podobać się tacie'', bo to my, dorosłe kobiety czasem błędnie postrzegamy wygląd jako jedyny wyznacznik swojej wartości i to my możemy przypadkiem wpoić to małym dziewczynkom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, niby racja, ale dorosłe kobiety też były kiedyś małymi dziewczynkami i to, co mają w głowie, jak się postrzegają i co myślą o swoim wyglądzie, nie wzięło się znikąd.

      Usuń
    2. Zgadzam się, ale raczej postrzeganie swojego wyglądu bierze się nie z zabawy kolorowymi kosmetykami ale z wydarzeń z okresu dojrzewania czyli z czasu kiedy dopiero zaczynamy interesować się swoim ciałem, atrakcyjnością dla płci przeciwnej i gdy np szkolne koleżanki wyśmiewają czyjś wygląd albo obiekt westchnień nie zwraca na dziewczynę uwagi lub wręcz przeciwnie, dziewczyna nie może opędzić się od adoratorów, to nie pozostaje bez wpływu na naszą psychikę i kształtuje nasze zachowania w dorosłym życiu i takie postawy jak to, czy kobieta będzie polegać na naturalności i swoim szczerym uśmiechu, czy będzie odczuwać potrzebę zakrycia się za grubą warstwą makijażu :P

      Usuń
    3. Ja jednak stoję na stanowisku, że osobowość czerpie zewsząd, wszystko nas kształtuje. Z tą różnicą, że im człowiek starszy, tym tę osobowość kształtuje coraz bardziej świadomie. Dzieci tej świadomości nie mają.

      Usuń
  51. Odezwie się jeszcze raz,a propos makijażu młodej skóry.Uważam,że nie jest to jakaś przesada,coś nad czym można się burzyć.Chodzi mi oczywiście o makijaż korekcyjny.Wiele młodych dziewczyn wybiera niestety tanie i niesprawdzone marki(na ich kieszeń...),często pochodzące z jakiejś chińszczyzny.Wiele dziewcząt wie jednak,o co w tym wszystkim biega i zakupuje sprawdzone,drogeryjne(często drogie produkty ! Lub także te apteczne.

    Mam kuzynkę,która przez długi czas (całe gimnazjum) miała ogromne problemy z cerą.
    Pamiętam,że nanosiła na twarz makijaż.Apteczny fluid od Pharmaceris.Konsultowała to z dermatologiem.Dziś jej problemy zeszły w niepamięć,jednak wiem,że dodawało jej to sporo pewności siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agusia, problem makijażu dorastających dziewczyn to już zupełnie inna sprawa. Wiele młodych dziewczyn naprawdę przesadza, ale jak najdalsza jestem od tego, żeby zabraniać makijażu korekcyjnego, który wpływa na pewność siebie, która w okresie dojrzewania i tak jest często towarem deficytowym ;)))

      Usuń
  52. Niestety ostatnio rzadziej wpadam na blogi bo czasu nie mam, ale wypowiem się w skrócie ;)
    Jestem przeciwna malowaniu się dzieci (do końca podstawówki). Uważam że makijaż służy m.in poprawie urody, zwiększeniu atrakcyjności, czyli to nie dla dzieci. Wiadomo malujemy się też dla siebie ;) Małe dziewczynki jeśli chcą się malować to dlatego że naśladują mamy, kobiety w tv. Jak wiadomo dzieci nie wiedzą co jest dla nich dobre, dla tego nie można im pozwalać na jedzenie ciastek na obiad, śniadanie i kolacje- tak samo jest z makijaże.
    Po za tym pomalowana mała dziewczyna może przyciągnąć uwagę jakiegoś zboka ;/ No i makijaż ma też trochę negatywny wpływ na skórę, zapychanie, szybsze blaknięcie barwnika (usta). Małe dzieci mają piękne gładziutkie buzie.
    Takie zestawy kosmetyków dla dziewczynek wyrabiają u nich nawyk malowania i przyzwyczajenie. Dziewczynkom wystarczą diademy, szczotki, kolorowe spinki, koraliki itp. Sama tak miałam i byłam zadowolona :D
    Gdybym miała taką możliwość to bym malowała tylko oczy, niestety natura i problematyczna skóra mi to uniemożliwiają.

    Rzeczywiście napisałam w skrócie (a serio pisałam w skrócie). Ja już taka gaduła jestem ;P Na żywo mogłabym Cie zgadać na śmierć ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lenti, nie boję się! Może kiedyś będzie okazja, to się zmierzymy w gadaniu :DDD

      Usuń
  53. Moja kochana Mama miała kiedyś w swoim posiadaniu paletę cieni, róży i pomadek. To był mój owoc kuszenia przez dobrych kilka lat, paleta leżała wysoko żebym jej nie dosięgnęła. Gdy miałam jakieś 6 lat starsza siostra spytała Mamę czy może mnie dla zabawy pomalować (chodziłam za nią dobre kilka tygodni). Mama zdjęła paletę, posadziła mnie na stoliku i pozwoliła nam się pobawić :D Robiła tak raz na jakiś czas a dla mnie to było mega święto! Potem zgodziła się na błyszczyk jak byłam już po komunii ;)
    Patrząc na moją siostrę i jej aktualnie 5 letnią córkę sprawa wygląda inaczej - mała miała pomalowane paznokcie jak miała 2 latka, potem jakąś paletę tandetnych cieni... Sama raz na jakiś czas malowałam jej paznokcie ale jak już była starsza i tylko na jasny kolor... Nie wiem, jakoś mi to średnio odpowiada. Sama mam urodzić córeczkę niedługo i nie wiem jak się odniosę do tematu w praktyce, ale raczej jestem na nie. Rozumiem "pomalowanie" w ramach zabawy ze mną ale jakieś średniej jakości mazidła - odpada.
    Tak samo nie pojmuję robienia kolczyków niemowlakom... 6 miesięcznym przykładowo :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Merczens, moja koleżanka jest kosmetyczką, podobno cygańskie kobiety przyprowadzają niemowlęta do przekłucia uszu jeszcze wcześniej ... Oczywiście nigdy się na to nie godzi, bezpieczną granicą jest podobno tych sześć miesięcy.

      A kolorowe paznokcie u dwulatki? Wybacz, to twoja siostra, ale dla mnie coś tu jest nie tak.

      Usuń
    2. Aaaa, szczęśliwego rozwiązania! :*

      Usuń
  54. Szczerze, sama na dzień dziecka kupiłam swojej chrześniaczce, kuferek z kosmetykami. Był tam perfumik, bezbarwna pomadka, gąbka i żel pod prysznic wszystko o zapachu truskawek. Wszystko w granicach rozsądku :) Mała ma 3 lata i już chcę się malować i perfumować, bo widzi jak to mama robi. Sam jak miałam 3 lata chciała się perfumować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, ja chyba jednak nie zrobiłabym takiego prezentu ...

      Usuń
    2. Niech się dziecko cieszy :) Na drugi raz dostanie perfum jak będzie miała 15-16 lat :)

      Usuń
  55. Ja jestem zdecydowanie na nie. Szczerze uważam, że kosmetyki kolorowe dla kilkulatek to spora przesada. Bardziej stawiałabym na pokazanie dziecku, że trzeba dbać o siebie : myć zęby, myć włosy, dbać o paznokcie, kąpać się regularnie , jeść zdrowo niż pozwalać się kilkulatce malować. Nie chciałabym, żeby moja hipotetyczna córka w wieku kilku lat dostała zestaw do malowania, uważam, że na to przyjdzie czas później w wieku dojrzewania lub ( jeszcze lepiej ) na studiach lub kiedy zacznie się interesować chłopakami.
    Pamiętam jak jeszcze brat mieszkał w domu rodzinnym z żoną i swoimi dzieciakami. Bratowa nie maluje się za bardzo, nie mając pracy potrafiła chodzic w wyciągniętych dresach, z tłustymi włosami. Niestety moja chrześniaczka miała okres kiedy nieumyta potrafiła zlać się jakimś perfumem dla dzieci, z nieumytymi zębami kilka dni ( bo miała awersje do mycia zębów ) malowała się kolorowymi błyszczykami, niedomyte paznokcie malowała lakierami. Aż przykro było patrzeć. Nie dbając o siebie, stwierdziła, że chce się upiększyć, efekt był jak zapewne sobie wyobrażasz okropny i porażający. Długo trzeba było jej tłumaczyć, że zęby musi myć codziennie i to nie tylko dla zdrowia, ale i urody, że zanim się popsika perfumami trzeba się umyć, szorować paznokcie, no i , że urody nie dodają tłuste włosy. W owym czasie kupowałam bratanicy jakieś super kolorowe szczoteczki do zębów i kubeczki, płyny do kąpieli dla dziewczynek, jakieś musujące tabletki do wanny i powoli, powoli zaczęła dostrzegać, że trzeba. Także uważam, że zamiast się skupiać na różowych lakierach i błyszczykach dla kilkulatki należy pokazać, że trzeba o siebie po prostu dbać.
    Żeby nie było historia ma szczęśliwe zakończenie: Julka o siebie dba, kąpie się, myje w końcu regularnie zęby i stwierdziła, że póki co nie lubi się malować ( ma 11 lat ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tanyia, dobrze, że zakończyłaś swój wywód happy endem, bo przez moment byłam przerażona :DDD

      A tak na serio, to oczywiście masz zupełną rację, praca u podstaw!

      Usuń
  56. Mam 2 córki.. jedna ma niecałe 3 lata, druga 4 miesiące. Ta starsza czasem marudzi o Barbie.. wtedy jej mówię, że to nie człowiek, tylko cyborg, normalna kobieta tak nie wygląda Tu się właśnie odnoszę to tych wszytkich debilnych gadzetów, bo wymalowana jak klaun lala tylko miesza w głowie) i takie samo zdanie mam o malowaniu.. czasem coś zwinie z mojej kosmetyczki, czasem dla zabawy czymś machnie, ale zawsze jej mówię, że ja jestem stara i brzydka dlatego muszę walnąć trochę tynku, a ona tak śliczna, że nie potrzebuje. Wszystko z umiarem, ale obecnie dzieciom raczej wszystko wolno, a rodziców wypindrzone dziecko bawi, mnie nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Veronique, z tymi lalkami barbie to też niezła heca ... Założę się, że moja córeczka też jakiejś kiedyś zapragnie i serio nie wiem, co wtedy zrobię. Podziwiam cię za konsekwencję.

      Usuń
    2. O konsekwencji to chyba jeszcze nie czas mówić, bo marudzi dopiero od ok 2 miesięcy:) Te lalki powinni zlikwidować i byłby problem z głowy.. :)

      Usuń
    3. No tak, to zmienia postać rzeczy :DDD

      Usuń
  57. ej, taki kuferek z Hello Kitty to sama bym mogła nosić :D

    OdpowiedzUsuń