beauty & lifestyle blog

sobota, 30 marca 2013

I'm dreaming of a white ... Easter?

No i mamy białe święta :DDD Nieważne, w sercu wiosna. Dziewczyny, świąteczne serdeczności! Wszystkiego dobrego :*






Piękna zima tej wiosny, nie ma co. Wesołych świąt!

Całuję,
Cammie.



piątek, 29 marca 2013

Przypominajka :)

Dziewczyny, już tylko dwa dni zostały do zamknięcia wiosennego konkursu, w którym zagrać możecie o zestaw kosmetyków Yves Rocher. Zachęcam Was do udziału, nagroda jest naprawdę atrakcyjna! W skład zwycięskiego zestawu wchodzi Comme une Evidence EDP 15 ml, maskara Sexy Pulp, płukanka octowa z malin i olejek arganowy pod prysznic.






Wszystkie szczegóły odnośnie zasad konkursu znajdziecie TUTAJ.



Przypominam też, że niezależnie od konkursu toczącego się na blogu, o kolejny zestaw możecie zagrać na moim fejsbuku. Tam do wygrania So Elixir Purple EDP 15 ml, maskara 360, olejek do włosów oraz peeling do ciała z glinką marokańską. 






Wszystkie szczegóły odnośnie konkursu toczącego się na FB znajdziecie TUTAJ.


Zachęcam do gry, każdy z zestawów to nagroda o wartości 150 zł :))) Powodzenia!


Buziaki,
Cammie.



czwartek, 28 marca 2013

Pomożecie?

Dziewczyny, dostałam od jednej z Was maila z prośbą o pomoc w przeprowadzeniu badań na temat osobowości marek kosmetycznych. Jeśli macie kilka minut, zachęcam do wypełnienia ankiety. No bo przecież kto się zna na tym lepiej niż my? :DDD






Ja już wypełniłam. Dołączycie się?

Buziaki,
Cammie.






Obiecane porównanie brokatów

Zamykając już raz na zawsze temat O.P.I. by Mariah Carey, zapraszam Was jeszcze na obiecywane jakiś czas temu porównanie bladoróżowych brokatów O.P.I. Pink yet lavender i Wibo Futura nr 3. O sporym podobieństwie tych topperów pisałam TUTAJ, prosiłyście o swatch, więc jest :)))




Na palcu środkowym Wibo Futura nr 3,
na serdecznym O.P.I. Pink yet lavender.



Jak widać, dla obu bazą jest masa drobnego srebrnego shimmeru, którego nieznacznie więcej jest w Wibo. Różowe płatki w obu przypadkach mają niemalże ten sam odcień, choć te z Wibo mają tendencję do opalizowania w ostrym świetle, co można dostrzec na zdjęciu. W zasadzie największa różnica tkwi w wielkości brokatu, ten w O.P.I. jest zdecydowanie drobniejszy. Ale generalnie to naprawdę podobne lakiery. Nadal utrzymuję, że Wibo Futura to tania alternatywa dla drogiego O.P.I. Warto to przemyśleć, bo różnica w cenie jest niemalże dziesięciokrotna!

Dostrzegacie podobieństwo? 


A propos podobieństwa, to chciałabym jeszcze nawiązać do wczorajszego posta, w którym narzekałam na wtórność kolorów O.P.I. Oto dowód: Houston we have a purple, Casino Royale i Anti-bleak. Mam słabość do różu na paznokciach i lakiery w różnych jego odcieniach często trafiają do mojego kuferka. I tak się jakoś złożyło, że nagle mam trzy niemal identyczne opiki! Dobra, dostrzegam różnice, ale naprawdę subtelne.






O.P.I. często oferuje kolory oryginalne i niepowtarzalne, ale jak widać, czasami jest, jak jest ... Kolekcja kolekcję pogania, a interes się kręci. Tyle dobrego, że w zasadzie każda z nas jest chyba w stanie znaleźć odcień idealny, perfekcyjnie współgrający z tonami skóry. No i jeszcze miłośniczki ombre nails mają używanie ;)))


Całuję Was,
zaciskając kciuki za nadejście prawdziwie wiosennej pogody,
Cammie.




Nie przegap wiosennego konkursu!
Do wygrania dwa różne zestawy kosmetyków Yves Rocher,
jeden na blogu KLIK
jeden na fejsbuku KLIK,
każdy o wartości 150 zł.
Powodzenia!





środa, 27 marca 2013

Wisienka na torcie?

Kończąc prezentację kolekcji O.P.I. by Mariah Carey, sięgam po Anti-bleak, kremowy, głęboki, ciemny róż, ocierający się wręcz o śliwkowy fiolet. Kolor sam w sobie bardzo ładny, mocno przypomina jednak Casino Royale z niedawnej kolekcji bondowskiej ---> KLIK, oryginalnością więc nie grzeszy. 






Uwielbiam takie kolory, wszelkie oblicza różu są dla mnie kuszące, Anti-bleak zostawiłam więc sobie na koniec, jako wisienkę na torcie. Jesteście ciekawe, jak mi smakowała? 


1. Dostępność - 1 (sieciowe perfumerie, internet ---> kupkosmetyk.pl).
2. Cena - 0 (42 zł, dla wielu kwota zaporowa).
3. Kolor - 0 (ładny, ale powtarzalny, sama mam w swojej lakierowej kolekcji dwa inne niemal identyczne opiki, w następnym poście planuje je Wam pokazać).
4. Aplikacja - 0 (lakier jest gęsty, kładzie się gęstą warstwą, nie ma mowy o precyzyjnym malowaniu bez zalewania skórek).
5. Pędzelek - 1 (komfortowy).
6. Krycie - 1 (standardowy dwuwarstwowiec).
7. Wysychanie - 0 (zauważalnie dłuższe niż w przypadku innych kremowych opików, jakie znam, pewnie przez gęstą formułę).
8. Współpraca z innymi preparatami (tu: Sally Hansen Miracle Cure i Kiko Gel Look Topcoat) - 1 (bez zastrzeżeń).
9. Trwałość - 1 (dobra, do czterech, pięciu dni).
10. Zmywanie - 0 (niemiłosiernie farbuje skórę).

Moja ocena: 5/10.



Cóż, wisienka okazała się z lekka niestrawna ... Owszem, można pewnie przymknąć oko na wady tego lakieru, ale po co? Kolor, choć piękny, jest szczerze mówiąc wtórny. Broni go klasyczne kremowe wykończenie, sprawiające, że do wszystkiego pasuje i łatwo go nosić, ale płacąc ponad 40 złotych, oczekiwałabym jednak czegoś więcej, taka jest prawda. 


Zrobił na Was wrażenie? Bo w sumie ładniutki jest. Napiszcie, co o nim myślicie.


Buziaki,
Cammie.



Przypominam o wiosennym konkursie!
Zagrałaś?
Do wygrania dwa różne zestawy kosmetyków Yves Rocher,
jeden na blogu KLIK
jeden na fejsbuku KLIK,
każdy o wartości 150 zł.
Powodzenia!



wtorek, 26 marca 2013

Odkrycie marca

Odkrycie marca? Tylko jedno, ale za to jakie! Idzie sobie baba do supermarketu, a tam Inecto Pure Coconut :DDD To seria kosmetyków zawierających czysty olej kokosowy, z której absolutnym hitem jest dla mnie sprej nabłyszczający.






Nabłyszczający spray do włosów

Zawiera 100% czysty ekstrakt kokosowy. Redukuje elektryzowanie włosów i nadaje im intensywny blask.

Składniki: cyclopentasiloxane, cocos nucifera (coconut) oil, parfum (fragrance), coumarin, benzyl salicylate.



Inecto Pure Coconut to marka brytyjska ---> KLIK, oferująca produkty do ciała (żel pod prysznic, balsam, masło, olejek, scrub i krem do rąk), do włosów (szampony, odżywka, maska, serum, termoochrona i  sprej nabłyszczający), a także do twarzy (peeling, balsam do ust i chusteczki do demakijażu). Wszystkie formuły oparte są na oleju kokosowym. 






Do niedawna o istnieniu Pure Coconut nie miałam nawet pojęcia, dopiero przypadkowy zakup spreju  do włosów (w E. Leclerc) sprawił, że zainteresowałam się tą marką. Sprej już po pierwszym użyciu tak mnie zachwycił, że szybko wróciłam po szampon i odżywkę, pamiętałam, że stały na sklepowej półce. Po szamponie nie było już niestety nawet śladu, ale odżywkę nawilżającą zgarnęłam.

Odżywka też okazała się wspaniała, ale sprej po prostu nie ma konkurencji. Aplikowany na wilgotne włosy sprawia, że po wysuszeniu stają się miękkie, sypkie, gładkie i błyszczące, przy tym w ogóle nie obciążone. Jak po wizycie u dobrego fryzjera! Serio, usłyszałam nawet kilka komplementów. Jeśli chodzi o pielęgnację włosów, to w ostatnim czasie najlepiej wydane 15 złotych :)))

Nie wiem, skąd taka kosmetyczna perła wzięła się w supermarkecie. W sumie to nieważne. Mam tylko nadzieję, że nie zniknie z asortymentu i że będę mogła do niej regularnie wracać. Nie obraziłabym się też, gdyby pojawiły się w sprzedaży także inne produkty marki, brałabym w ciemno!


Dziewczyny, znacie Inecto? Widujecie gdzieś kosmetyki tej marki? Skusiłybyście się na kompleksową pielęgnację opartą na oleju kokosowym? Dajcie znać. No i koniecznie podzielcie się swoimi marcowymi odkryciami!


Buziaki,
Cammie.




Wiosenny konkurs w toku!
Zachęcam do udziału,
do wygrania dwa różne zestawy kosmetyków Yves Rocher,
jeden na blogu KLIK
jeden na fejsbuku KLIK,
każdy o wartości 150 zł.
Powodzenia!




poniedziałek, 25 marca 2013

O glinkach raz jeszcze

Właśnie zdałam sobie sprawę, że w marcu koniec miesiąca przypada na okres świąt, pomyślałam więc, że post z cyklu Odkrycia zamieszczę już jutro (a mam Wam do pokazania coś niesamowitego!). Dziś natomiast zapraszam na uzupełnienie posta na temat maseczek glinkowych [pamiętacie? --->  KLIK], w którym zdradziłam Wam moje sposoby na ich podrasowanie. Wywiązała się wtedy ciekawa dyskusja, w której podrzuciłyście własne sposoby na wzbogacanie glinek. Zebrałam wszystkie Wasze propozycje i zaraz szybko je przedstawię. Szkoda by przecież było, żeby zaginęły gdzieś w odmętach komentarzy!






Przypomnę tylko, że ja sugerowałam dodawanie do maseczek glinkowych hydrolatów, żelu hialuronowego, olejku z drzewa herbacianego, soku  z cytryny lub miodu. A oto Wasze pomysły:

  • olejek arganowy (złoto Maroka, cenny olej o wszechstronnym działaniu);
  • spirulina (alga morska o niesamowitym działaniu odżywczym, ujędrniającym, kojącym, przeciwtrądzikowym);
  • kapsułki witaminowe (np. rybki Dermogal lub Rival de Loop);
  • witamina C (silny antyoksydant, substancja poprawiająca koloryt skóry);
  • ekstrakty roślinne (np. z ZSK, nieogranczone możliwości w zależności od potrzeb skóry);
  • maceraty ziołowe (jak wyżej);
  • soda oczyszczona (właściwości oczyszczające, peelingujące);
  • jogurt naturalny (właściwości wygładzające);
  • pantenol (substancja nawilżająca, łagodząca podrażnienia).

Edit. Dopisuję kolejne punkty:

  • olej tamanu (działający przeciwtrądzikowo);
  • mocny napar z zielonej herbaty (działający przeciwstarzeniowo i przecwizapalnie);
  • mocny napar z kwiatów lipy (działanie nawilżające, łagodzące);
  • niacynamid (antyoksydant, działający przeciwzapalnie i rozjaśniająco);
  • żel aloesowy (działanie łagodzące).



Same widzicie, że całkiem sporo tego. Niektóre z tych propozycji już przetestowałam, muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem łączenia glinek z kapsułkami witaminowymi! Sięgam po nawilżające rybki Rival de Loop (Dermogal śmieeeeerdzi :DDD), to niesamowite, jak podnoszą jakość maseczki. Planuję też wypróbować wybrane ekstrakty i maceraty, no ale najpierw trzeba by zrobić zakupy ;)))


Jeśli już o zakupach mowa, to uzupełniając zapas glinek, dałam się ponieść modzie na kosmetyki rosyjskie. Klikałam na pewnie dobrze Wam znanej stronie sklep-kalina.pl. Wybrałam przeciwzapalną zieloną glinkę kambryjską, odmładzającą błękitną glinkę wałdajską oraz głęboko oczyszczającą czarną glinkę z Morza Martwego.






Mam je co prawda od niedawna, ale już widzę, że są świetne. Zwłaszcza błękitna przypadła mi do gustu, pięknie wygładza skórę, koi podrażnienia, rozjaśnia. Cud miód! Jest jeszcze jedna myśl, która mi się nasuwa na ich temat po pierwszych testach, zwłaszcza odnośnie czarnej - są bardzo wydajne,  ładnie wiążą się z hydrolatem i już niewielka ilość pozwala przygotować gęstą pastę wystarczającą na aplikację na całą twarz. Jestem niesamowicie zadowolona z zakupów!


Napiszcie, proszę, jakie są Wasze ulubione glinki i z czym je zwykle łączycie, zwłaszcza jeśli nie wypowiadałyście się pod poprzednim postem na ten temat. Katalog pomysłów nie jest zamknięty, chętnie uzupełnię go o kolejne Wasze propozycje :)))


Całuję,
Cammie.



Dziewczyny, przypominam o wiosennym konkursie!
Zachęcam do udziału,
do wygrania dwa różne zestawy kosmetyków Yves Rocher,
jeden na blogu KLIK
jeden na fejsbuku KLIK,
każdy o wartości 150 zł.
Powodzenia!



piątek, 22 marca 2013

Nie podoba mi się ...

Nie podoba mi się. Przypuszczałam, że nie przypadnie mi do gustu i tak się stało. Piaskowy O.P.I. Get your number to zupełnie nie moja bajka. Niebiesko - turkusowa baza z masą srebrnych, opalizujących na odcienie żółci i zieleni drobin brokatu, w zestawieniu z kolorem mojej skóry wygląda po prostu sino.






Wybaczcie, kompleksowej oceny nie będzie. Od chwili, w której nałożyłam ten lakier na paznokcie (przyznaję, nie przykładając się zbytnio do malowania, co widać na zdjęciu), marzyłam tylko o tym, żeby go zmyć. Zobowiązałam się pokazać Wam całą kolekcję Mariah Carey (dostępną TUTAJ), więc to robię, ale żadna siła nie zmusi mnie, żebym nosiła ten kolor przez kilka dni :DDD

Wiem, że wśród Was są miłośniczki niebieskości (jednej już nawet ten lakier przyobiecałam) i ta wariacja na temat morskiej toni może Wam się spodobać, ja jednak mam z tym kolorem problem. Lecę zmywać paznokcie. Paaaaaaaaa!


Buziaki,
Cammie.



Zapraszam Was do udziału w wiosennym konkursie!
Do wygrania dwa różne zestawy kosmetyków Yves Rocher,
jeden na blogu KLIK
jeden na fejsbuku KLIK,
każdy o wartości 150 zł.
Powodzenia!




czwartek, 21 marca 2013

Wiosenny konkurs z Yves Rocher :)))

Witajcie! Jak Wam mija pierwszy dzień wiosny? Wiem, że za oknem ciągle zimowo, ale przychodzę z odsieczą. Coś mi się wydaje, że zdołam wprawić Was w iście wiosenny nastrój. Otwieram wiosenny konkurs! Tak jak zapowiadałam, dzięki hojności Yves Rocher mam dla Was zestaw wspaniałych nagród. Jestem pewna, że przypadną Wam do gustu, w końcu same je wybrałyście! Właśnie temu służyła dyskusja o asortymencie marki, do której niedawno zaprosiłam Was na fejsbuku.






Co wybrałyście? Co wejdzie w skład zwycięskiego zestawu?


COMME UNE EVIDENCE EDP
woda perfumowana, 15 ml

SEXY PULP
czarna maskara pogrubiająca rzęsy

PŁUKANKA OCTOWA Z MALIN
z octem winnym z malin bio

OLEJEK POD PRYSZNIC Z OLEJKIEM ARGANOWYM
nawilżający i odżywczy olejek z serii Tradition de Hammam



Co trzeba zrobić, żeby zagrać? Wystarczy publicznie obserwować No to pięknie!, a w komentarzu pod postem odpowiedzieć na pytanie: z czym kojarzy ci się marka Yves Rocher?, koniecznie podpisując się nickiem, pod jakim obserwujecie. Konkurs startuje dzisiaj, trwać będzie do końca marca.



Regulamin

1. Konkurs organizowany jest przez blog http://no-to-pieknie.blogspot.com/ Realizowany jest na zasadach określonych niniejszym Regulaminem i zgodnie z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa. 
2. Sponsorem nagród jest Yves Rocher Polska Sp. z o.o. 
3. Niniejszy konkurs adresowany jest do wszystkich jawnych czytelników bloga. 
4. Uczestnicy konkursu mają za zadanie w komentarzu pod konkursowym postem odpowiedzieć na pytanie: Z czym kojarzy ci się marka Yves Rocher? oraz podpisać się nickiem, pod jakim obserwują bloga.
5. Termin zgłaszania się do konkursu upływa z dniem 31.03.2013 r. 
6. Uczestnik zgłaszając się do konkursu tym samym przyjmuje warunki jego Regulaminu i wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych (Dz.U.Nr.133 pozycja 883z późn. zm.). 
7. Nagrodą w konkursie jest zestaw kosmetyków Yves Rocher, w którego skład wchodzi woda perfumowana Comme une Evidence 15 ml, tusz Sexy Pulp, płukanka octowa z malin i olejek pod prysznic z olejkiem arganowym Tradition de Hammam. Nagroda nie podlega zamianie na inną. 
8. Spośród wszystkich poprawnych odpowiedzi wybrany zostanie jeden zwycięski komentarz. Werdykt zostanie ogłoszony w przeciągu siedmiu dni od upływu terminu zgłoszeń. O wygranej zwycięzca zostanie poinformowany za pośrednictwem bloga http://no-to-pieknie.blogspot.com/, a nagroda przekazana zostanie zwycięzcy w ciągu 7 dni kalendarzowych od otrzymania danych adresowych. 
9. Konkurs nie podlega przepisom ustawy z dnia 19 listopada 2009 roku o grach hazardowych (Dz. U. z 2009 roku nr 201, poz. 1540 z późn. zm.). 
10. Niniejszy Regulamin wchodzi w życie z dniem rozpoczęcia konkursu i obowiązuje do czasu jego zakończenia. W sprawach nie określonych w niniejszym regulaminie zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego oraz innych przepisów powszechnie obowiązujących. 





Gorąco Was zachęcam do udziału w tym wiosennym konkursie, wszystkim życząc powodzenia! 


A wiecie, co jest najlepsze? Że to wcale nie koniec wiosennych niespodzianek! Zapraszam też na fejsbukowy funpage No to pięknie!, gdzie możecie zagrać o kolejny, równie atrakcyjny zestaw :DDD Pokażę go Wam na zachętę. Szczegóły na fejsbuku!






Nagrody są naprawdę atrakcyjne, więc koniecznie o nie zawalczcie, tym bardziej, że same dokonałyście wyboru. 

Trzymam kciuki!

Całuję, 
Cammie.




środa, 20 marca 2013

Jeśli nie mleko, to co?


Odkąd parę miesięcy temu napisałam o poszukiwaniu zamienników dla krowiego mleka ---> KLIK, problem w Waszych komentarzach i wiadomościach prywatnych, jakie otrzymuję, nieustannie wraca jak bumerang. Pomyślałam, że skoro zainteresowanie tematem się utrzymuje, podsumuję moje kilkumiesięczne doświadczenia. Stąd dzisiejsze rozważania: jeśli nie mleko, to co?

Ja zrezygnowałam z mleka krowiego ze względu na alergię córeczki, którą karmię piersią. Często eliminację mleka z diety wymuszają właśnie kwestie zdrowotne (skaza białkowa u dzieci, nietolerancja laktozy u dorosłych), ale sporo osób decyduje się też na to z przekonań (szeroko dyskutowana szkodliwość mleka krowiego dla organizmu człowieka) czy ze względu na styl życia (weganizm). Abstrahując od przyczyn, z powodu których podejmujemy decyzję o odstawieniu mleka, zamienników dla niego szukać możemy wszyscy tych samych, pośród rozmaitych mlecznych napojów roślinnych.

Dla mnie największym problemem była kawa. Czarnej, bez mleka, nie lubię i już. Tak jak już kiedyś Wam pisałam, w pierwszym odruchu sięgnęłam po mleko sojowe. Owszem, sprawdzało się, ale mój endokrynolog ostrzegł mnie, że mleko sojowe, zwłaszcza przy moich problemach hormonalnych, ze względu na fitoestrogeny, które zawiera, nie jest w większych ilościach wskazane, z żalem więc od niego odeszłam. Jeśli Was natomiast mleko sojowe interesuje, pamiętajcie, żeby wybierać niesłodzone. Napoje sojowe są najczęściej bardzo kaloryczne! W atrakcyjnej cenie (około 5 zł za litr) można je kupić w Biedronce (naturalne, waniliowe i czekoladowe), są pyszne, ale i bardzo, bardzo słodkie. 

Kolejnym krokiem było spróbowanie mleka ryżowego i owsianego. Ryżowe kompletnie mi nie posmakowało, wydawało mi się bardzo rzadkie, wręcz wodniste, no i miało ten charakterystyczny ryżowy posmak. Owsiane wspaniale natomiast sprawdziło się w owsiankach. Jeśli szukacie bazy dla swojej porannej owsianki, to jest to! Zarówno napoje ryżowe, jak i owsiane, znaleźć można na półkach ze zdrową żywnością w Rossmannie, kosztują około 5 zł za litr.

Strzałem w dziesiątkę okazało się dla mnie mleko kokosowe. Poranny rytuał z kawą znowu stał się przyjemnością! Kawa z dodatkiem mleka kokosowego jest aksamitna, kremowa, no i oczywiście smakuje kokosem. Podpowiem tylko, że warto zadbać o jej konsystencję, to znaczy potraktować ją na przykład spieniaczem, źle wymieszana bowiem ma tendencję do rozwarstwiania się. 

Wypróbowałam wiele rodzajów mleka kokosowego i jak dla mnie bezkonkurencyjne jest to z Lidla. Tanie (około 5 zł za 400 ml), gęste i przepyszne! 







Jedynym jego mankamentem jest to, że nie ma go w regularnej sprzedaży, pojawia się co parę tygodni w ofertach specjalnych. Za każdym razem robię spory zapas. Dlaczego? Bo z powodzeniem używam go też do pieczenia. Nie macie pojęcia, jak smaczne jest ciasto drożdżowe na mleku kokosowym z kokosową kruszonką :DDD Bez problemu można też na jego bazie przygotować ciasto na naleśniki.


Ostatnie moje odkrycia to mleka migdałowe i orzechowe. Niebo w gębie! Nadają się i do kawy (jednak wolę kokosowe), jak i do pieczenia. Ale najlepiej smakują jako baza do owocowych koktajli. Praktycznie codziennie miksuję sobie jakiegoś mlecznego smoothie :))) Wam też to polecam! Zachęcam do spróbowania napojów Alpro.






Alpro ma w swoim asortymencie mnóstwo takich "wynalazków", niestety w moim mieście produkty te są dość trudno dostępne, a jak już je znajdę, to najczęściej ich ceny są znacznie zawyżone. Dlatego ostatnio zdecydowałam się na spore, hurtowe wręcz zamówienie online. Skorzystałam z oferty sklepu sante.pl, oferującego migdałowe i orzechowe napoje Alpro w naprawdę atrakcyjnych cenach (około 9 zł za litr). Mam teraz zapas na kilka miesięcy :DDD


Na koniec dodam jeszcze, że większość z tych napojów roślinnych można przygotować w domu. Jeśli jesteście tym zainteresowane, przejrzyjcie sobie strony wegańskie, znajdziecie dokładne przepisy i instruktaże.


To w zasadzie tyle, jeśli chodzi o moje doświadczenia z zamiennikami mleka krowiego. Z powodzeniem stosuję je w swojej kuchni, piję, gotuję, piekę i smażę. Także nie taki diabeł straszny, jak jeszcze kilka miesięcy temu myślałam :))) 

Mam nadzieję, że ten tekst okaże się dla kogoś pomocny. Żałuję, że sama na podobne zestawienie nie trafiłam, kiedy postawiona przed faktem konieczności zmiany diety, gromadziłam informacje na ten temat.

Jaki jest Wasz stosunek do mleka krowiego? Służy Wam, czy raczej się go wystrzegacie? Jakie są Wasze ulubione zamienniki? Piszcie!


Całuję,
Cammie.



wtorek, 19 marca 2013

Intro :)))

Te z Was, które śledzą mojego fejsbuka, pewnie już się domyślają, co się święci. Owszem, wzmianki o Yves Rocher nie były przypadkowe :))) W najbliższym czasie będziecie miały na No to pięknie! okazję poczytać trochę o tej marce. Szykuję też dla Was atrakcyjny konkurs! Ale to dopiero za kilka dni, tymczasem chciałabym pokazać Wam, co trafiło do mnie w ramach tej nowej współpracy. Zapraszam na intro :)))



Doskonale wszystkim znana, bijąca rekordy popularności
wygładzająca i nabłyszczająca włosy PŁUKANKA OCTOWA Z MALIN
i nowość, OLEJEK ODBUDOWUJĄCY DO WŁOSÓW,
koncentrat olejków jojoba, makadamia i babassu.






Krem przeciwzmarszczkowy przywracający cerze blask
z serii SERUM VEGETAL oraz krem nawilżająco  - matujący
z serii SEBO SPECIFIC.






Bezsilikonowy SZAMPON PRZYWRACAJĄCY BLASK z wyciągiem z nagietka
oraz bezsilikonowa ODŻYWKA ODBUDOWUJĄCA z olejkiem jojoba.






Aksamitna maseczka odbudowująca NUTRITIVE VEGETAL.






Podkład rozświetlający PURE LIGHT w odcieniu 200 Beige
(niestety dla mnie za ciemny, pewnie niebawem będziecie miały okazję zagrać o niego
w kolejnym błyskawicznym rozdaniu) oraz
nabłyszczający lakier do paznokci w najnowszym odcieniu z gamy MAUVE POUDRE.






Ja jestem stałą klientką Yves Rocher od wielu lat, tym bardziej cieszę się z możliwości zaprezentowania Wam asortymentu marki, zwłaszcza że wiem, że wśród Was też cieszy się sporą sympatią i pewnie z zainteresowaniem przyjmiecie moje recenzje. Będziecie miały okazję poczytać nie tylko o klasycznych bestsellerach, ale także o nowościach. Zapraszam! 

Póki co wyglądajcie posta konkursowego, wszystko wskazuje na to, że będę miała dla Was wspaniałe nagrody!


Buziaki,
Cammie.



niedziela, 17 marca 2013

Ładne rzeczy (2)

Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami, dlatego kolejny odcinek cyklu Ładne rzeczy postanowiłam poświęcić świątecznym dekoracjom

Możliwości jest multum. Wystarczy się rozejrzeć i znaleźć można pomysły na dekoracje w każdym stylu, od minimalistycznej elegancji, poprzez ponadczasową tradycję, aż po kontrolowany kicz. Mnie, miłośniczce klasycznych form, bieli i szkła, najbliżej do najprostszych rozwiązań. Zapraszam na przegląd wielkanocnych dekoracji, które chętnie widziałabym w swoim domu :)))

Pomysł najprostszy z możliwych, ale jakże uroczy! Wygrzebany na urządzamy.pl. Podstawki do jajek, skorupki, trochę wilgotnej ligniny i nasiona rzeżuchy. Wystarczy wysiać, nie zapomnieć o regularnym podlewaniu i po kilku dniach cieszyć się możemy taką nieskomplikowaną, a jakże oryginalną dekoracją. Mocniejszym akcentem będzie wysianie rzeżuchy w większym naczyniu, potem ten żywy zielony dywan przystroić można jakimiś świątecznymi symbolami. Ja już wysiałam, a Wy? :)))









Kopalnią pomysłów jest też nieoceniona strona etsy.com. Mnie najbardziej urzekły ręcznie robione świece, wylane prosto do skorupek po jajkach. Czyż nie wygląda to pięknie? Można kupić gotowe, można pokusić się o własnoręczne przygotowanie. Kto spróbuje? :))) Gorąco polecam Wam etsy, jestem pewna, że znajdziecie tam wiele innych inspiracji, niekoniecznie świątecznych.









Symbolem Wielkanocy jest oczywiście jajko i to ono najczęściej gra pierwsze skrzypce w świątecznych dekoracjach. Jest mnóstwo sposobów na zdobienie jajek, od farbowania, po bardzo misterne wzory wykonywane różnymi technikami. Mnie zauroczyły proste zdobienia z wykorzystaniem najzwyklejszych tasiemek i wstążek.









Jeśli macie dzieci albo w Was samych drzemie dziecko, możecie pokusić się o prace ręczne. Farbki, trochę bibuły, waty czy piórek i z jajek wyczarować można całą menażerię :)))











Ale oczywiście o wiele prościej pójść do sklepu. Tuż przed świętami rozmaitych dekoracji w sprzedaży jest zatrzęsienie, do wyboru, do koloru. Ja stawiam na porcelanę i szkło. W oko wpadły mi  białe króliczki z wielkanocnej kolekcji Fresh Grass Home&You oraz szklane elementy z Duki, pojemniczki na żywność i zawieszki w kształcie jaj.









Na koniec coś dla utalentowanych kulinarnie. Wielkanocne muffinki! Chętnie zobaczyłabym je na swoim świątecznym stole, ale niestety obawiam się, że tak pięknie za żadne skarby świata nie zdołam ich udekorować. Co innego zjeść, w tym jestem dobra :))) Kto mi upiecze? :DDD










Mam nadzieję, że spodobały Wam się moje propozycje. Ciekawa też jestem, jak Wy planujecie udekorować swoje domy na święta. Myślałyście już o tym? Podzielcie się swoimi pomysłami!

Całuję,
spokojnego niedzielnego popołudnia,
Cammie.



czwartek, 14 marca 2013

Który ładniejszy? :)))

Cześć, dziewczyny! Czy u Was też spadło tyle śniegu? Po prostu nie wierzę w to, co widzę za oknem. Najgorsze, że cały czas nieprzerwanie sypie ...

Szykuję się do wprowadzenia na łamy bloga marki Yves Rocher (kto śledzi mojego fejsbuka, ten wie, co się święci :DDD), ale zanim to nastąpi, przygotowałam dla Was porównanie dwóch popularnych brytyjskich róży. MeMeMe Blush me! Coral versus Sleek Blush Rose Gold! Oba trafiły do mnie jakiś czas temu za pośrednictwem Kosmetykomanii.

Na pierwszy ogień weźmy MeMeMe. Coral, zapakowany w charakterystyczny dla marki wyposażony w lusterko i pędzelek kartonik, to ciepły odcień nieco trącący pomarańczem, intensywny i mocno napigmentowany, z dyskretnym satynowym wykończeniem, bystre oko dostrzeże prawie niewidoczny srebrny pyłek rozświetlających drobin.












Mam co do tego różu mieszane uczucia. Z jednej strony podoba mi się estetyka opakowania, z drugiej nie sposób jednak nie dostrzec wyraźnej inspiracji Benefitem. Z jednej strony doceniam mocną pigmentację, z drugiej wiem, jak łatwo z tym różem przesadzić. Z jednej strony lubię jego ciepły kolor, z drugiej denerwują mnie wybijające się na pierwszy plan pomarańczowe tony. To nie jest czysty koralowy odcień, za mało w nim czerwieni, za dużo cegły. Ale wystarczy sięgnąć po odpowiedni pędzel, najlepiej typu duo fiber, zachować ostrożność przy aplikacji i naprawdę można wyczarować na policzkach śliczne rumieńce. Co niestety nie zmienia faktu, że ten kolor nie do końca mi pasuje.

Tak jak wspominałam, róż dostępny jest w Kosmetykomanii, kosztuje 46 zł (8 g). Jest zdatny do użytku przez 18 miesięcy od otwarcia. Wydajność, ze względu na doskonałą pigmentację, oceniam bardzo wysoko. Polecam dziewczynom wprawionym w makijażu (dla niedoświadczonych mógłby okazać się za trudny w obsłudze) lub po prostu poszukującym dokładnie takiego odcienia.



Czarna, wyposażona w lusterko kasetka kryje róż Sleek Rose Gold. Przyznam szczerze, że przeżyłam szok, kiedy wzięłam ją po raz pierwszy do ręki. Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się czegoś większego, tymczasem róż jest malutki, gabarytowo mniej więcej o połowę mniejszy od paletki trójki z Inglota. Pomijając kwestię rozmiarów, jest to wspaniały różowo - złoty duochrom o doskonałej pigmentacji, który swoje prawdziwe oblicze pokazuje dopiero po roztarciu.












Rose Gold podbił moje serce od pierwszego użycia. Nie widzę w nim wad. Ma oryginalny kolor i rozświetlające wykończenie, które uwielbiam. Owszem, mocna pigmentacja może wydawać się niebezpieczna, ale z tym akurat różem łatwo się pracuje, doskonale się bowiem rozciera, tworząc przejrzystą połyskującą poświatę, bez ryzyka plam.

Róż dostępny jest w asortymencie Kosmetykomanii, kosztuje niespełna 25 zł (8 g). Jest zdatny do użytku przez 24 miesiące od otwarcia. Polecam dziewczynom kochającym rozświetlenie, dobrze czującym się w ciepłych, złotawych odcieniach.


Spójrzcie, jak oba róże prezentują się obok siebie. MeMeMe w kontraście z błyszczącym Sleekiem wygląda niemal pudrowo. Co ciekawe, ani Coral nie jest tak koralowy, ani Rose Gold tak różowy, jakby sugerowały ich nazwy. W gruncie rzeczy i w jednym, i w drugim, czy to dzięki pomarańczowym tonom, czy dzięki dominującemu złotemu pigmentowi, widać jakieś łososiowe nuty.






Który ładniejszy? Mają podobną jakość, wykazują podobną trwałość, jednak gdybym miała wybierać dla siebie, bez wahania wskazałabym Rose Gold. Dla mnie jest idealny. Coral, mimo całego swojego uroku, na mojej cerze wygląda nieciekawie. Dlatego już jutro będzie szukał nowej właścicielki :DDD Jeśli wpadł Wam w oko, nie przegapcie jutrzejszego posta!

Tymczasem życzę Wam przyjemnego wieczoru,
całuję,
Cammie.




środa, 13 marca 2013

Dreams come true :)))

Pamiętacie moją świąteczną listę marzeń? ---> KLIK Pisząc tamtego posta nie spodziewałam się, że tak szybko uda mi się skreślić z niej większość punktów. Ostatnio odhaczyłam dwa kolejne. Uwaga, chwalę się :DDD

Torebka od Dzikiego Józefa chodziła za mną z pół roku. Galerię marki na FB ---> KLIK obejrzałam chyba z milion razy. Marzyłam o wielkiej torbie z chabrowym wnętrzem, ale zanim zdecydowałam się na zakup, zniknęła z oferty i wszystko wskazuje na to, że do sprzedaży już nie wróci. Ostatecznie wybrałam wersję w całości czarną i oto nareszcie mam! Wielka surowa czarna torba od Dzikiego Józefa :)))






Nie pytajcie mnie, proszę, o dostępność tych toreb i ich ceny, marka udostępnia takie informacje via mail, w tych sprawach piszcie więc do źródła. Mogę Wam tylko powiedzieć, że mój model kosztował 350 zł i wart jest każdej wydanej złotówki. Torba jest ogromna, ma nowoczesny design, świetną jakość i naprawdę robi wrażenie :))) 


Z listy marzeń mogę też skreślić pomadkę z MACa. Markę w sumie znam dość dobrze, ale wcześniej jakoś nie miałam zacięcia do malowania ust i na zakup szminki nigdy się nie zdecydowałam. Tę, Creme d'nude, dostałam w prezencie :)))






Mam ją na tyle krótko, że nie chciałabym tu wydawać na temat jej jakości żadnych sądów, ale jedno już teraz mogę stwierdzić - to najładniejszy nude, z jakim miałam do czynienia, idealnie neutralny. Może kiedyś pokuszę się o zestawienie wszystkich moich pomadek w podobnych odcieniach, to same zobaczycie różnicę.


Na koniec coś, czego co prawda nie było na mojej liście, ale po prostu nie mogę się powstrzymać, muszę Wam pokazać. Naszyjnik upolowany w H&M, jeden jedyny w tym wzorze wisiał taki samotny, przecież nie mogłam go tam zostawić? :)))






Jak na H&M był skandalicznie drogi (60 zł), ale tak doskonale wpisywał się w mój gust, że długo się nad nim nie zastanawiałam. Tak naprawdę to taka krótka ciężka kolia, wystarczająca za całą biżuterię. Noszę ją tuż przy szyi, na gładkich rzeczach prezentuje się genialnie.


Wszystkie te zdobycze, choć to tylko dobra materialne, bardzo mnie uszczęśliwiły. Mam nadzieję, że Wy także skreślacie kolejne punkty na własnych listach marzeń. Chcecie się pochwalić? Nie krępujcie się :)))


Całuję,
Cammie.



Zapraszam serdecznie na FB
---> KLIK,
gdzie macie szansę wskazać
swój wymarzony kosmetyk Yves Rocher.
Czekam na Wasze propozycje,
uwierzcie mi,
że warto zabrać głos!



wtorek, 12 marca 2013

Konia z rzędem :)))

Spójrzcie, kolejny lakier O.P.I. z kolekcji Mariah Carey, Sprung. Konia z rzędem temu, kto nazwie ten kolor! Złoty? Brązowy? Rudy? Żółty? Pomarańczowy? Miedziany? W zasadzie w każdej tej propozycji jest trochę prawdy :DDD






Sprung ma wykończenie typu glassflecked, które z pewnej odległości prezentuje się dość metalicznie, z bliska widać jednak, że tak naprawdę to masa mikrodrobinek tworzących na paznokciach błyszczącą taflę. 






Byłam do tego lakieru nastawiona bardzo sceptycznie, wydawało mi się, że kolorystycznie leży kompletnie poza moimi upodobaniami. Ale im częściej na niego spoglądałam, tym bardziej się do niego przekonywałam. 

1. Dostępność - 1 (sieciowe perfumerie, internet ---> kupkosmetyk.pl).
2. Cena - 0 (42 zł, dużo).
3. Kolor - 1 (wielowymiarowy, w zależności od światła pokazuje swoje różne oblicza).
4. Aplikacja - 1 (bajecznie prosta, lakier łatwo się rozprowadza i momentalnie przywiera do paznokcia, nawet w najmniejszym stopniu nie zalewa skórek).
5. Pędzelek - 1 (wygodny, charakterystyczny dla O.P.I.).
6. Krycie - 1 (standardowe, konieczne są dwie warstwy).
7. Wysychanie - 1 (błyskawiczne).
8. Współpraca z innymi preparatami (tu: Sally Hansen Miracle Cure i Golden Rose Gel Look Top Coat) - (bez zastrzeżeń).
9. Trwałość - 0 (generalnie trzyma się na paznokciach długo, cztery do pięciu dni, ale dużo wcześniej widać niestety otarcia na krawędziach paznokci, widoczne jest to nawet na moim zdjęciu, które robiłam drugiego dnia po aplikacji).
10. Zmywanie - 0 (paradoksalnie bardziej uciążliwe, niż w przypadku lakierów piaskowych, trudno doczyścić paznokcie przy skórkach).

Moja ocena: 7/10.


Niezależnie od tego, jaki to kolor (bo w sumie nadal nie wiem :DDD), Sprung coś w sobie ma. Jeśli macie ciepłą karnację, lubicie złote dodatki i ubrania w odcieniach brązu i beżu, prawdopodobnie zachwycicie się tym lakierem. Będzie idealnym dopełnieniem Waszego wizerunku. Dla reszty z Was okazałby się pewnie jednak trudny do noszenia. Także z pewnością nie jest uniwersalny, ale w sprzyjających okolicznościach może stać się obiektem pożądania :)))

Jak Wam się podoba? Dostrzegacie jego wielowymiarowy urok? Nawet jeśli nie trafia w Wasz gust, zawsze możecie chociaż posłuchać piosenki, która rzekomo ma ten kolor określać. Ja nie widzę związku, ale co tam :DDD Mariah Carey, Sprung.






Buziaki,
Cammie.


Zajrzyjcie wieczorem na FB,
mam do Was pytanie za 100 punktów!