beauty & lifestyle blog

piątek, 27 czerwca 2014

Krótkodystansowiec, czyli cała prawda o kremie złuszczającym Bandi


Dostaję od Was mnóstwo pytań odnośnie kremu złuszczającego Bandi z kwasem pirogronowym, azelainowym i salicylowym, o którym pisałam Wam TUTAJ, uznając go w tamtym czasie za pielęgnacyjne objawienie. Od tamtego kwietniowego wpisu minęły już dwa miesiące, pora zatem na aktualizację mojej opinii, zwłaszcza że tak jak wspominałam, trochę mnie w tej sprawie naciskacie.




Cytując przywoływany już wyżej post, przytoczę, że krem złuszczający Bandi (50 ml, 85 zł) to mocne, potrójne uderzenie w problemy cery skłonnej do zanieczyszczeń, oparte na działaniu trzech różnych, uzupełniających się kwasów (pirogronowego, azelianowego i salicylowego), wspomaganych dodatkowo glukonolaktonem, olejem makadamia, D-pantenolem i alantoiną. Producent obiecuje silne właściwości antybakteryjne i przeciwtrądzikowe, ograniczenie błyszczenia się skóry, oczyszczenie i zwężenie porów, wzrost nawilżenia i wygładzenie naskórka, poprawę elastyczności, jędrności i sprężystości skóry oraz zmniejszenie ilości przebarwień i blizn.

Jak wiecie, pierwszy kontakt z tym kremem mnie zachwycił. Zmiana stanu skóry widoczna była już od pierwszej aplikacji, a każda kolejna pogłębiała poprawę. Cera wyglądała po prostu coraz zdrowiej. W dodatku jego stosowanie nie niosło ze sobą żadnego dyskomfortu, jaki zwykle powodują kwasy, to znaczy nie odczuwałam żadnego pieczenia. Efekt złuszczający też nie był kłopotliwy, bo opierał się na stopniowym, subtelnym wygładzaniu się skóry, bez jej przesuszenia czy zaczerwienienia.

Dlaczego zdecydowałam się poświęcić kremowi Bandi kolejny post? Uznałam, że w świetle wszystkich Waszych pytań po prostu muszę to zrobić, zwłaszcza że zweryfikowałam swoją opinię na jego temat. Nadal bardzo go lubię, ale prawda jest taka, że nie jestem już wobec niego bezkrytyczna. Otóż rację mieli wszyscy ci, którzy w licznych recenzjach ostrzegali, że skóra szybko się do tego kremu przyzwyczaja, przestając tym samym czerpać z niego tyle korzyści, co na początku. Ja zauważyłam to po około sześciu tygodniach. Krem co prawda nie robił mi żadnej krzywdy, ale jego działanie odczuwalnie osłabło.

Producent zaleca dwie trzymiesięczne kuracje w ciągu roku, na własny użytek postanowiłam jednak nieco te zalecenia zmodyfikować. Krem i tak okazał się przecież krótkodystansowcem, wolę więc co jakiś czas dać mu kilka tygodni, wykorzystać w ich czasie pełnię jego możliwości i odstawić, zmieniając pielęgnację.Tak też zresztą uczyniłam, dając ostatnio szansę produktom Bee Pure z jadem pszczelim i miodem manuka, o których wspominałam Wam TUTAJ. No ale to już zupełnie inna historia :)))


Mam nadzieję, że zaspokoiłam Waszą ciekawość. Pamiętajcie, że nie jest moim celem zniechęcać Was do tego kremu, nadal uważam, że jest świetny i mimo dość wygórowanej ceny warty zakupu, chciałam Was jedynie uprzedzić, że niesamowita siła, z jaką działa na początku, z czasem słabnie. Ale bilans zysków i strat i tak jest w tym przypadku wyjątkowo korzystny.

Jeśli miałyście z tym kremem do czynienia, dajcie znać, czy Wasze doświadczenia były podobne. Z chęcią poczytam też o innych kosmetykach, które w Waszej opinii zaliczają się do krótkodystansowców. Mnie na przykład podobne historie często zdarzają się z szamponami, początkowo cud miód i malina, a z biegiem czasu równia pochyła. Czekam na Wasze komentarze!

Buziaki,
Cammie.



48 komentarzy :

  1. Ja zaczęłam stosować Skinoren, dwie aplikacje za mną. Niestety, tonący brzytwy się chwyta-stan cery ulegał pogorszeniu z dnia na dzień. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alessa, ja kwas azelainowy bardzo lubię, u mnie daje świetne efekty, a nad innymi kwasami ma tę przewagę, że przy zachowaniu rozsądku można stosować go nawet latem. Tylko że ja kupuję zwykle acnederm, skinoren miałam raz, ale nie widziałam szczerze mówiąc różnicy, choć jest dwa razy droższy.

      Usuń
    2. Tez chciałam kupić AcneDerm, ale nie ma w aptekach, zamówić nie można, bo w hurtowniach braki. :( Więc musiałam kupić droższy Skinoren.
      Co masz na myśli przez zachowanie rozsądku? ;D
      Moją zmorą są przede wszystkim podskórne krosty, czarne kropy i zaczerwienienia.

      Usuń
    3. Generalnie ochronę przeciwsłoneczną. Kwas azelainowy uchodzi za bezpieczny nawet latem, ale prawda jest taka, że skóra jak przy każdym kwasie się uwrażliwia, więc jednak warto ją chronić przed słońcem. Poczytaj sobie moje wcześniejsze wpisy o acnederm, jeśli masz ochotę.

      Usuń
    4. Ah, myślałam, że miałaś na myśli coś innego. :) Poczytam chętnie, nie wiedziałam, że o nim pisałaś, zbyt krótko obserwuję, z pół roku.
      Waham się jedynie czy stosować codziennie... Boję się przesuszu; używam Colorstaya, który dodatkowo ściąga buzię, co zapewne wiesz.

      Usuń
    5. Tu masz linka, w tym poście znajdziesz resztę odnośników:
      http://www.no-to-pieknie.pl/2013/11/bez-retuszu-czyli-po-roku-z-kwasem.html

      Co do przesuszu, nie myślałaś o jakimś azjatyckim bb kremie? Zwykle dają komfort, jeśli o to chodzi. Mnie acnederm też potrafi przesuszyć, także wiem, o czym mówię.

      Usuń
    6. Szczerze? Próbowałam zamienić RC na minerały, mam podkład matujący Anabelle Minerals (zakupiony pod wpływem postu i podpowiedzi Idalii :)) i niestety w tym momencie nie daję sobie z nim rady-zostaje na wszystkim: okulary, telefon, bluzka, fotel, zdarza mu się ważyć, potrzebuje poprawek... Przy Colorstayu nic takiego mnie nie spotkało, więc do niego wróciłam. Boję się, że coś innego też będzie plamilo i dodatkowo nie da mi odpowiedniego krycia. Dodatkowo nie wiedziałabym nawet co i gdzie zamówić (nie wspominając o tym, że nie wiem, czy zamówić bym umiala ;D).

      Usuń
    7. Z minerałami trudna sprawa. Wiem, że Idalia ma siłę oddziaływania, ale prawda jest taka, że podkładów mineralnych jest ogrom, a każdy inny, nigdy nie wiadomo, co będzie pasować. Akurat z prochami mam ogromne doświadczenie, przetestowałam dziesiątki marek i to w czasach, kiedy była to naprawdę niszowa dziedzina. Najwięcej zależy od formuły. Najkrócej mówiąc, można podzielić je na dwa główne typy, "kremowe", tzn. oczywiście proszkowe, ale takie tłustawe, dające łatwo się rozcierać, ale też niestety lubiące się ścierać z twarzy i warzyć, i suche, z którymi przy aplikacji jest trochę więcej pracy, za to efekt jest trwalszy. Z Anabelle akurat nie miałam do czynienia, ale coś mi mówi, że to raczej pierwszy typ? Moja cera zdecydowanie lepiej wygląda w suchych, chociażby w Everyday Minerals, czy moich ulubionych Lumiere. To tylko taki podstawowy podział, bo większość marek ma kilka różnych formuł do wyboru i trzeba testować. Dlatego świetnym rozwiązaniem są sample, niewielka ilość produktu pozwala sprawdzić i kolor, i formułę, zanim zdecydujemy się ewentualnie na pełnowymiarowe opakowanie.

      Dużą rolę odgrywa też to, co kładziemy na twarz pod minerały. Jeśli twój podkład wygląda źle, spróbuj pokombinować z kremem na dzień, może to jego wina. Warto też na pewno zainwestować w primer, czyli preparat stosowany bezpośrednio pod podkład, większość marek mineralnych ma coś takiego w ofercie. Primery mają różne funkcje, w zależności od tego, co chcemy osiągnąć, mogą matowić, ale też na przykład korygować odcień skóry. Na dobrą sprawę jako primer można stosować chociażby popularne pudry z Biochemii Urody, bambusowy, ryżowy czy perłowy.

      A po bb krem na ebay!

      Usuń
    8. Wow, Twoje przebarwienia wyraźnie zjaśniały, jestem pod wrażeniem! :) Gratuluję. I kolczyki takie same. :D

      Miałam próbki, wybrałam dzięki nim kolor. :) Próbowałam na różne kremy, z pudrem z BU pod spód lub bez, ale "ścieralność" zawsze ta sama. :( I niestety to mi nie odpowiada. Twarz wygląda bardzo ładnie, uwielbiam aplikować właśnie sypkie podkłady, ale niestety trwałość to masakra. Revlon nakładam o 7, przypudrowuje najczęściej zaraz po nałożeniu i o 22 on jest w tym samym miejscu. Rzadko kiedy poprawiam.
      Co do warzenia się - zależało to od stanu cery, pogody i tego, co robiłam w dzień (siedzenie nad książkami versus praca np. w kuchni:)).
      Mam też wrażenie, że AM "robią mi zmarszczki". Nie umiem tego wytłumaczyć, widzę to przede wszystkim nad
      Dziękuję za Twoją wypowiedź. :) Rozjaśniłaś mi nieco. :D

      Usuń
    9. Wybacz, blogger się zaciął i przez pomyłkę kliknęło opublikuj zamiast zmienić położenie kursora.

      *nad ustami. Jakby zbierał się i robił takie... fale, zmarszczki, nierówności po jakimś czasie od aplikacji. Niestety nie potrafię lepiej tego wyjaśnić.
      Niestety pogorszenie cery uniemożliwia mi dalszą "zabawę" minerałkami.
      A co do kremów bb-jak u nich z trwałością i kryciem? Oraz ceną? Jak rozpoznać taki prawdziwy?

      Usuń
    10. Kolczyki te same, bo odkąd je dostałam rok temu pod choinkę, noszę je codziennie :)))

      Co do zmarszczek, to niestety minerały lubią je podkreślać, bo w gruncie rzeczy nieco skórę przesuszają. Jeśli rzeczywiście ci nie służą, to na siłę się nie zmuszaj, makijaż ma być przyjemnością!

      Z bb kremami też trudna sprawa, bo również wybór jest ogromny. Gdybyś rzeczywiście chciała je wypróbować, to szukaj tych azjatyckich, to one uznawane są za "prawdziwe". W polskich sklepach internetowych czy na allegro jest nawet wybór, ale wiadomo, trzeba przepłacać. Najtaniej na ebay, no i kupić można praktycznie wszystko. Tylko też lepiej celować na początek w próbki (bez problemu dostępne), bo z kolorami i stopniem krycia bywa różnie. Zobacz sobie moją etykietę "bb cream", całkiem sporo kremów opisałam. Choć niektóre posty są już naprawdę stare i mają bardzo kiepskie zdjęcia, od razu uprzedzam. Jeśli szukasz dobrego krycia, to zainteresuj się może Missha Perfect Cover? To jeden z popularniejszych i bardziej lubianych bb kremów :)

      Usuń
    11. Rozumiem. Bardzo eleganckie. :)
      Ja mam 20 lat, więc zmarszczek nie posiadam, dlatego tak mnie to dziwi i drażni. Wydaje mi się, że to podkreślenie podsuszenia cery...
      Będę musiała to przemyśleć, najbardziej na nie przemawia do mnie mus kupowania w internecie (jestem pod tym względem jakoś "staroświecka"), strach o trwałość no i finanse oczywiście.
      Dziękuję Ci ślicznie za wyczerpujące odpowiedzi. :D

      Usuń
    12. Nie ma za co, do usług :*

      Usuń
    13. To ja dorzucę od siebie, że widzę o wiele lepsze efekty po azeloglicynie niż po kwasie azelainowym. Wychodzę na tym taniej i bardziej odpowiada mi formuła toniku niż kremu :)

      Usuń
    14. Ewa, pisałaś może kiedyś o tym coś więcej? Może zalinkujesz? Chętnie poczytam!

      Usuń
    15. Cammie, właśnie dzisiaj opublikowałam wpis poświęcony azeloglicynie. Szkoda, że jest dostępna jedynie w ofercie jednego sklepu z półproduktami, ale zdecydowanie warto. tonik stosuję dopiero miesiąc, dlatego na relacje jest za wcześnie, ale jestem zachwycona i pierwsze efekty przerosły moje oczekiwania. A poniżej podaję link :
      http://mademoiselleevebloguje.blogspot.com/2014/06/azeloglicyna-o-wiele-tanszy-zamiennik.html

      Usuń
    16. Wiem, czytałam, zostawiłam nawet komentarz :)

      Dzięki za link, na pewno sporo osób skorzysta :)))

      Usuń
  2. Nie używałam go nigdy i raczej nie będę, bo nie mam takiej potrzeby. Moja twarz mega szybko przyzwyczaja się praktycznie do każdego produktu, i po około 1-1,5 m-ca nie widzę już takiego samego działania jak na początku...:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasik, przy tym kremie jest to o tyle wyraźniejsze, że na początku jego działanie jest naprawdę widoczne. Niektóre kremy potrzebują miesięcy, żeby dać efekt, ten działa praktycznie od razu. Mocno, ale niestety krótko.

      Usuń
  3. O, ja tak mam z odżywkami do włosów - działają super, ale do jakiegoś 5-6 użycia, później muszę zmienić.
    Do problemowej skóry bardzo polecam effaclar duo plus. Świetna jest ta nowa wersja:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalinda, miałam klasyczny effaclar duo, nie był zły, ale rewolucji w mojej pielęgnacji nie dokonał. Możliwe jednak, że sięgnę po wersję plus. Z pewnością będę miała okazję, mój mąż stosuje effaclar regularnie, także prędzej czy później kupi nową tubkę ze wzbogaconą recepturą. Ściśle mówiąc, to pewnie ja mu kupię, bo on takich zakupów nie ogarnia :DDD

      Usuń
  4. U mnie tak działa Flavo-C:) Najpierw w krótkim czasie znaczna poprawa, a potem brak efektów. Ale też tak sobie myślę, że to nie do końca może być wina produktów. Po prostu kiedy nasza skóra wygląda lepiej po pierwszym okresie stosowania, efekty stają się mniej widoczne i wydają się mniej spektakularne, choć produkt działa z taką samą siłą. To tak jakbyśmy malowali białą kredką najpierw po szarej kartce, a potem jak już kartka będzie cała biała, dalej będziemy malować, ale ona już się bielsza nie stanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, na pewno coś w tym jest, tylko że z moją cerą akurat ten krem miałby co robić nawet w dłuższej perspektywie.

      Usuń
  5. Trochę szkoda. W takim razie powinni robić takie miniaturowe opakowania ;-) Lepsze to niż zużywać krem, który już nie działa ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yzma, tak jak wspomniałam, zrobię sobie od niego przerwę, a za parę miesięcy do niego wrócę, znowu będzie działał jak ta lala :)))

      Usuń
  6. Szkoda, że okazał się krótkodystansowcem, jednak miałam nadzieję na dłuższe mocne działanie, dlatego też miałam go wypróbować ;)
    Na razie pozostanę przy kremie z Iwostinu z kwasem latobionowym i hydrokwasami. Nie działa uderzająco, ale po trochu polepsza stan skóry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, jak masz sprawdzoną pielęgnację, to się jej trzymaj. Ja ciągle poszukuję, zwłaszcza pod kątem przebarwień.

      Usuń
  7. Twoja pierwsza recenzja a właściwe pierwsze wrażenie bardzo mnie do tego kremu zachęciły, teraz mam mieszane uczucia. Ale z mojego (słabego co prawda) doświadczenia z kwasami wiem, że na początku jest super a potem albo stop, albo odwrót. Poczekam do października i zdecyduję. Dzięki Cammie za ten post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mania, nie ma za co!
      Pewnie, chciałabym, żeby ten krem trzymał poziom przez cały czas, ale i tak wychodzę z założenia, że lepsze sześć tygodni wspaniałego działania, niż wiele tygodni przeciętnego :)))

      Usuń
    2. Racja... mnie zachwalany Effaclar Duo tak wysypał, że skończyło się u dermatologa na sterydach. Teraz do kwasów podchodzę baaaardzo ostrożnie i z umiarem:(

      Usuń
    3. I słusznie. Mnie azelainowy akurat bardzo służy, salicylowy też, obawiałam się jedynie pirogronowego, bo wcześniej nie miałam z nim styczności.

      Effeclar trochę mnie rozczarował, nie zrobił mi kuku, ale po tych wszystkich zachwytach w recenzjach spodziewałam się czegoś więcej. Ale podobno ta nowa wersja jest mocniejsza. Tylko ty już nie próbuj :DDD

      Usuń
    4. Nawet nie myślę, na razie wyleczyłam się z produktów Effaclar:D

      Usuń
  8. Jeśli chodzi o działanie złuszczające oraz przeciw niedoskonałosciom skóry to jedyną rzeczą, która robi wrażenie na mojej skórze są retionoidy. Używane z głową i umiarem potrafią odmienić wygląd każdej skóry - oczyścić ją i realnie odmłodzić, ale nie każdy dobrze je toleruje. Dowiedziałam się również, że mają tą właściwość, że moga być stosowane przez lata i ich działanie nie słabnie. Kremy apteczne na receptę z tym składnikiem są wielokrotnie tańsze niż ich dermokosmetyczne odpowiedniki, które często mają po prostu bardzo mało substancji aktywnych. Produkty z kwasami mogą za to z powodzeniem posłużyć za przygotowanie pod kurację retinoidami dla wrażliwszej cery.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jane, retinoidów jeszcze nigdy nie stosowałam, może w przyszłym sezonie? Chciałabym, bo wiem, że efekt może być spektakularny.

      Masz na myśli jakieś konkretne kremy apteczne na receptę?

      Usuń
    2. Ja stosowałam Locacid 0,05 (ok. 30 zł.), ale jest ich sporo i myślę, że różnią się głównie stężeniem.

      Usuń
  9. Zainteresowałaś mnie bardzo. Muszę więcej poczytać o tym kremie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam jakiś krem tej marki, ale jego działanie mnie nie zachwyciło. Ot taki sobie krem. Zużyłam i raczej nie wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, ja kupiłam trzy kremy i wszystkie trzy uznaję za bardzo udane. Muszę jeszcze kiedyś napisać o kremie pod oczy, myślę, że powinien zainteresować dojrzałe babki.

      Usuń
  11. Kurcze, jakoś tak to przyzwyczajanie skóry do niego trochę mnie przeraża :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katsuumi, nie ma w tym nic przerażającego przecież :DDD

      Usuń
  12. Niestety większość kosmetyków tak na mnie działa, niektóre kremy muszę odstawić już po 3 tygodniach bo działają na odwrót niż na początku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basia, trzy tygodnie to naprawdę krótko, nigdy nie dajesz kremom dłużej podziałać?

      Usuń
  13. szkoda, że krótkodystansowiec :( a jakbyś miała go porównać do Effaclaru ? był niezły, ale nie rozprawił się ze wszystkim co chciałam i wciąż zastanawiam się, czy sięgać po nową wersję czy postawić na coś innego, więc póki co zostałam przy Kailasie solo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szpinakożerco, hmmm, chyba wolę bandi. Effaclar przez kilka miesięcy nie zrobił dla mnie tyle dobrego, co bandi przez kilka tygodni. Ale dziewczyny generalnie piszą, że wersja plus jest lepsza. Ja pewnie prędzej czy później skuszę się, choćby ot tak, dla porównania właśnie.

      Usuń
  14. Odpowiedzi
    1. Emilia, ale pewnie o nim słyszałaś?

      Usuń