beauty & lifestyle blog

czwartek, 2 kwietnia 2015

Zaproszenie do świata książek, czyli moje marcowe lektury


Witajcie. Dziś, jak co miesiąc, zabieram Was na chwilę do świata książek, prezentując Wam moje marcowe lektury. Towarzyszyło mi przy nich sporo emocji, mam nadzieję, że zdołam je odtworzyć, zachęcając Was do sięgnięcia po wybrane przeze mnie pozycje. A może już je znacie? Sprawdźcie, zapraszam!




"Czasy second-hand. Koniec czerwonego człowieka", Swietłana Aleksijewicz

Nie sposób go z nikim pomylić, choć jest podobny i zarazem niepodobny do reszty ludzkości. Ma własny słownik i doskonale wie, co jest dobre, a co złe. Paszport radziecki przechowuje jako najcenniejszy skarb. Homo sovieticus. Nie umarł wraz z upadkiem imperium, za to musiał stawić czoła nowej rzeczywistości, gdy wbrew przewidywaniom Marksa po socjalizmie nastąpił kapitalizm, ojczyznę zastąpił supermarket, a władzę przejęli handlarze i cinkciarze. Wiecznie żywy, chętnie opowiada o swoich bohaterach i męczennikach, o nadziejach i rozczarowaniach, o złości, frustracji i zderzeniu z rzeczywistością. To z tych opowieści, domowych i osobistych składa się nowa niezwykła książka wybitnej białoruskiej autorki, wymienianej w gronie kandydatów do Nagrody Nobla. Swietłana Aleksijewicz po raz kolejny oddaje hołd zwykłemu człowiekowi, którego losy przeplatają się z Historią. Książka Aleksijewicz została uznana za najlepszą książkę 2013 roku we Francji, a jej autorka otrzymała francuską nagrodę Médicis w kategorii esej.

Reportaże Swietłany Aleksijewicz to klasa sama w sobie. Autorka jest uważna i dociekliwa, zachowuje przy tym bezstronność i obiektywizm, snucie opowieści zostawiając swoim bohaterom, a wyciąganie wniosków czytelnikom. I to jest dobre. Tym razem odsłoniła przed nami problemy świata postsowieckiego, w którym zderza się mentalność produktu swoich czasów, człowieka określanego mianem homo sovieticus, z mentalnością człowieka czasów nowych. Jest to zderzenie bolesne, pełne poczucia straty i niesprawiedliwości, ale także nostalgii i tęsknoty za wyidealizowanym starym porządkiem. Między tym, co było, a tym, co jest, istnieje przepaść, już nie do zasypania, jednak podzielone tą głęboką szczeliną społeczeństwo musi przecież jakoś razem żyć, bez względu na różnicę poglądów czy stanu posiadania. Jak się to udaje? Przeczytajcie i same się przekonajcie.


"Walka jest kobietą", opracowanie zbiorowe

Kiedy walczą mężczyźni, wybuchają bomby i latają koktajle Mołotowa. Kiedy walczą mężczyźni, rozbrzmiewają fanfary i przypinane są ordery. Walka mężczyzn tworzy historię, o której możemy przeczytać w tysiącach książek. A walka kobiet? Wiele z nich prowadzi swoją walkę po cichu. Łączniczki z Powstania Warszawskiego walczą o to, by nie być zapamiętane jako seksowne pin-up girls na gruzach Warszawy. Żołnierki w Afganistanie muszą zmierzyć się nie tylko z wrogiem, lecz także z dyskryminacją i protekcjonalnym traktowaniem. Niepełnosprawne kobiety chcą wreszcie zrobić sobie makijaż i włożyć krótką spódnicę. Matki Polki walczą o to, by wychować dzieci w kraju, w którym aborcja jest nielegalna, ale nikogo nie interesuje, skąd po porodzie wezmą pieniądze. Katoliczki muszą wybierać – wiara albo dziecko. Walka, o której mówi się dopiero od niedawna i ciągle za mało – z czym, o co, dlaczego i jak walczą w Polsce kobiety.

Być może pamiętacie książki o podobnych tytułach, o których już Wam kiedyś pisałam? "Walka jest kobietą" uzupełnia bowiem serię, w której wcześniej ukazały się "Grzech jest kobietą" oraz "Odwaga jest kobietą". Wszystkie trzy stanowią zbiór reportaży opowiadających o różnych trudnych aspektach kobiecości. "Walka jest kobietą" zgodnie z tytułem przedstawia historie kobiet walczących, traktując problem przekrojowo, od najbardziej oczywistych skojarzeń z kobietami biorącymi udział w wojnie, po skojarzenia mniej oczywiste, wcale jednak przez to nie mniej trafne, jak chociażby z kobietami toczącymi codzienną walkę o godność czy równość. My, kobiety, jesteśmy waleczne, naprawdę.


"Czerwony rynek. Na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci", Scott Carney

Dziennikarz śledczy Scott Carney spędził pięć lat, badając przynoszący krocie handel ludzkimi ciałami – nielegalny, krwawy i brutalny „czerwony rynek”. Odnalazł indyjską wioskę zwaną Kidneyvakkam, gdyż większość jej mieszkańców dawno posprzedawała już nerki; rozmawiał z hienami cmentarnymi, ludźmi, którzy kradną ciała z grobów, kostnic i stosów pogrzebowych, by produkować szkielety anatomiczne; odwiedził starożytną świątynię, która eksportuje włosy swoich wyznawców do Ameryki, zarabiając na tym miliony dolarów. W XXI wieku ciało ludzkie znów stało się towarem, regulacje prawne sprzyjają nadużyciom. W sytuacji zagrożenia życia nie chcemy zadawać niewygodnych pytań o pochodzenie krwi czy narządów do przeszczepu. Gdy możemy wybierać, kupujemy perukę z naturalnych włosów. Medycyny zalecamy uczyć się tylko na prawdziwych preparatach. Czy w naszym pragnieniu wiedzy, nieśmiertelności i piękna nie uznajemy już granic, których nie wolno przekroczyć?

"Czerwony rynek" to książka przedstawiająca efekty dziennikarskiego śledztwa, którego autor idzie tropem informacji funkcjonujących na pierwszy rzut oka jako miejskie legendy, w rzeczywistości okazujących się jednak zamiataną pod dywan niewygodną i smutną prawdą znaną szerzej niż mogłoby się wydawać. Okazuje się, że są na świecie miejsca, gdzie niemal otwarcie handluje się ludzkimi organami, wykorzystując nierzadko dramatyczne położenie dawców, że nie jest niczym niemożliwym pozyskanie ludzkich kości, czy to dla celów rytualnych, czy naukowych, że zdarza się, iż cenna krew wydzierana jest z ludzkich ciał przemocą, a co najgorsze, że ofiarami handlu padają też zaginione w niewyjaśnionych okolicznościach dzieci. Reportaż sprawia wrażenie rzetelnego, odnosząc się do konkretnych zdarzeń i osób. Warto przeczytać.


"Nie opuszczaj mnie", Kazuo Ishiguro

Kathy, Ruth i Tommy uczą się w elitarnej szkole z internatem – idyllicznym miejscu w sercu angielskiej prowincji. Nauczyciele kładą tu wielki nacisk na twórczość artystyczną i wszelkiego rodzaju kreatywność. Tym, co odróżnia tę szkołę od innych jest fakt, że żaden z uczniów nie wyjeżdża na ferie do rodziny. Życie w Halisham toczy się pozornie normalnym trybem: nawiązują się młodzieńcze przyjaźnie, pierwsze miłości, dochodzi do konfliktów między uczniami a nauczycielami. Stopniowo w wyniku przypadkowych napomknień i aluzji, wychodzi na jaw ponura, zarazem przerażająca tajemnica ... Czy miłość, która połączy Kathy i Tommy’ego wystarczy, by odmienić los, który od początku był im pisany?

Jedyna powieść w marcowym zestawieniu. Sięgnęłam po nią pod wpływem wcześniejszej lektury, czyli "Czerwonego rynku", o którym pisałam wyżej. Książka Kazuo Ishiguro była tam kilkakrotnie przywoływana, a że temat mnie zainteresował, nie mogłam tych odniesień zignorować. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem i chyba nie ostatnie, bo odpowiada mi jego wrażliwość. "Nie opuszczaj mnie" to historia pozornie normalnego dzieciństwa, jakaś szkoła, chyba z internatem, dorastające razem dzieci w otoczeniu troskliwych, choć nieco zdystansowanych wychowawców. Od pierwszych linijek wiadomo jednak, że w tej normalności jest coś nienormalnego, jeszcze nie wiemy, co to takiego, ale podskórnie czujemy coś niepokojącego. Kolejno odkrywane karty powoli uzmysławiają nam, że nasze przeczucia były słuszne. Beztroskie dzieci nie są wcale beztroskimi dziećmi i nie wyrosną na szczęśliwych dorosłych. Nie będzie im to dane, bo do życia zostały powołane tylko w jednym celu - żeby to życie poświęcić. Mądra książka z przesłaniem, gorąco polecam!


"Droga do wyzwolenia. Scjentologia, Hollywood i pułapki wiary", Lawrence Wright

Droga do wyzwolenia to przenikliwa analiza świata scjentologii, która powstała na podstawie materiałów archiwalnych oraz ponad dwustu wywiadów przeprowadzonych z obecnymi i byłymi członkami Kościoła. Swą opowieść autor osnuł wokół życiorysów dwóch najświętszych dla scjentologów postaci: autora powieści science fiction L. Rona Hubbarda, w którego niespokojnym umyśle zrodziła się idea nowej religii, idealnie dopasowanej do kryzysu duchowego, jaki dotknął Amerykę po II wojnie światowej, oraz Davida Miscavige’a, ambitnego i bezwzględnego następcy Hubbarda, któremu przypadło w udziale trudne zadanie utrzymania pozycji Kościoła w obliczu ciągłych skandali i problemów prawnych. Wright pokazuje, w jaki sposób Kościół zabiega o pozyskanie w swe szeregi gwiazd, takich jak Tom Cruise czy John Travolta, i jak wykorzystuje ich do realizacji własnych celów. Przedstawia też losy osób, które już w dzieciństwie z entuzjazmem przyjęły idee Hubbarda i zgodziły się mu służyć przez „miliard lat”. Nie stroni również od relacji z pierwszej ręki: pisze o przemocy, wyzysku, bezwzględności i morderczej dyscyplinie. Owoc jego pracy to coś więcej niż zwykły tekst demaskatorski – Wright odkrywa bowiem prawdziwą istotę tej kontrowersyjnej instytucji religijnej, chronionej przez amerykańską konstytucję. 

Po tę pozycję sięgnęłam z polecenia koleżanki. Przeczytałam z zainteresowaniem, ale przyznaję, że trochę mnie wymęczyła. Na pewno w jakimś stopniu poszerzyła moje horyzonty, bo o scjentologii wcześniej nie wiedziałam prawie nic, jednak jej szczegółowość i konstrukcja pełna dłużyzn nie ułatwiała czytania. Musicie wiedzieć, że jest to książka krytyczna, demaskująca ciemne strony kościoła scjentologów, jego twórcę przedstawiająca jako oszusta, naciągacza i mitomana, a jego członków jako zmanipulowaną grupę przypominającą sektę. Autor wywleka na światło dzienne brzydkie sekrety scjentologii, otwarcie pisząc o rozmaitych nadużyciach. Tłumaczy też niezwykłą popularność wyznania w świecie gwiazd Hollywood, wśród których z pewnością najbardziej znany jest Tom Cruise. Jeśli nie macie ochoty na poświęcenie czasu książce, to rzućcie chociaż okiem na artykuł, który jak na zawołanie opublikowany został dziś na gazeta.pl ---> KLIK.


"Pomyleni. Chorzy bez winy", Irena Cieślińska
 
Uczymy się normalnie traktować niepełnosprawnych – jeżdżących na wózku czy niewidomych. Gorzej z tymi, których niepełnosprawność nie jest widoczna na pierwszy rzut oka, którzy mogą zachowywać się dziwnie, a nie mają na twarzy wypisanej diagnozy. Chorzy na pląsawicę Huntingtona czy miastenię bywają traktowani jak alkoholicy, a dzieci z zespołem Pradera-Williego – wyśmiewane z powodu obżarstwa. Narkoleptycy unikają silnych uczuć, tłumią porywy pasji, gdyż – bardzo rozemocjonowani – mogą zapaść znienacka w sen. Jak ktokolwiek może zrozumieć, co oznacza utrata propriocepcji, skoro większość ludzi nie ma nawet pojęcia, że ją posiada? A czy osoba cierpiąca na szczególnie silną fobię może umrzeć ze strachu? Jak czuje się człowiek, któremu brak sił, by unieść powieki, przełknąć jedzenie, oddychać? Irena Cieślińska rozmawia z ludźmi borykającymi się ze schorzeniami neurologicznymi, z opiekunami i lekarzami. Pokazuje, jak choroba – czasem niezwykle dziwna, rzadko spotykana, pozornie nie do wyobrażenia – zmienia sposób postrzegania świata i życie. Przybliża „normalnym” tych „nie całkiem normalnych”. Żeby zrozumieli.

Książka objętościowo może niewielka, jednak bardzo, bardzo ciekawa, przybliżająca rzadkie choroby o dziwnych, trudnych nazwach, których na pierwszy rzut oka co prawda nie widać, a które bardzo wpływają jednak na jakość życia cierpiących na nie osób, zakłócając komfort funkcjonowania w często nie znającym i nie rozumiejącym problemu społeczeństwie. Forma krótka, ale pełna treści, bogata w ciekawostki, napisana w dodatku przystępnym dla laika językiem. Warto dać jej szansę.


"Oblężone", Jelena Koczyna, Olga Bergholc, Lidia Ginzburg

900 dni oblężenia, głodujące miasto, trzy prawdziwe historie. Blokada Leningradu od września 1941 do stycznia 1944 roku to najdłuższe oblężenie w nowożytnej historii świata. Największą ofiarę złożyli jego mieszkańcy, z których szacunkowo blisko milion nie przeżyło. Dzienniki mieszkanek Leningradu dokumentują dzień po dniu umieranie miasta i jego społeczeństwa. To trzy poruszające świadectwa konsekwencji sowieckiej propagandy, strachu przed śmiercią, wszechobecnego głodu, walki o przetrwanie i o resztki człowieczeństwa w nieludzkich okolicznościach. Książka wydana we współpracy Ośrodka KARTA i działu literatury faktu PWN.

"Oblężone" to najkrócej mówiąc studium głodu. Książka zawiera relacje trzech kobiet, które nadludzkim wysiłkiem przetrwały trzyletnie oblężenie Leningradu w czasie II wojny światowej. Odcięte od świata i aprowizacji miasto szybko przemieniło się w arenę walki o przeżycie, którą każdego z 900 dni blokady toczyli wygłodniali, wyniszczeni, słabi, apatyczni ludzie, opętani tylko jedną jedyną myślą, myślą o pożywieniu. Większość z nich niestety tę walkę przegrało. Świadectwo osób, które przetrwały, daje przerażający obraz świata, w którym rzeczy pozornie niejadalne nagle stają się jadalne (ba! nawet pożądane), ukazując degradację człowieczeństwa, nie tylko w sensie fizycznym, ale też psychicznym. "Oblężone" to wstrząsająca książka o prawdziwym dramacie, w którym do głosu potrafią dojść najgorsze instynkty. Raczej nie dla wrażliwców. Ja ją odchorowałam.


"Osadnicy", opracowanie zbiorowe

Kompozycja relacji i wspomnień Polaków przesiedlonych. Opowieść dotyczy 2 połowy lat 40. Mówi o tym co zostało w miejscu, które musieli opuścić, o budowaniu nowego życia na zachodzie, o życiu prywatnym i sąsiedzkim, ale i o zachodzących na to strukturach władzy komunistycznej. Wyraźnie zarysowuje się konflikt - przesiedleńcy chcą tworzyć na tych terenach, odbudowywać swój kraj, swoje społeczeństwo, a nowa władza narzuca układ, który niszczy zamierzenia, odbiera, podcina skrzydła, ludzkie starania obraca wniwecz.


Na koniec "Osadnicy", czyli zbiór wspomnień powojennych przesiedleńców na tzw. Ziemie Odzyskane. Historia wielkich obietnic, wielkich nadziei, wielkich szans, ale i wielkich nieszczęść osób przymuszonych do opuszczenia rodzinnych stron na kresach, pozostawienia tam majątków i wyruszenia w nieznane, często z poczuciem niesprawiedliwości, w strachu o niepewne jutro, rzadziej z pomysłem na nowy start. Na przykładzie losów konkretnych osób poznajemy tamte skomplikowane czasy, w których decyzje polityczne rzutowały na losy całych narodów. Książka bardzo ciekawa, szkoda jedynie, że tak krótka.



Najmocniejszą marcową lekturą zdecydowanie okazały się "Oblężone", ale dużo przemyśleń przyniosła mi także powieść "Nie opuszczaj mnie". Pozostałe książki też były wartościowe, ale to właśnie te dwie wywarły na mnie największe wrażenie. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do ich przeczytania. O ile oczywiście już ich nie znacie. Dajcie znać. Zdradźcie też koniecznie, co ciekawego same przeczytałyście w marcu. Jakieś pozycje godne polecenia? Coś poszerzającego horyzonty, zabawnego, odprężającego, wzruszającego? Piszcie śmiało, często korzystam z Waszych rekomendacji.

Buziaki,
Cammie.


35 komentarzy :

  1. Powiem Ci, że bardzo ambitne są Twoje lektury. Jestem pod wrażeniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonella, dziękuję ci, że tak pomyślałaś, ale prawda jest taka, że sięgam po prostu po to, co mnie interesuje, a bardzo lubię literaturę faktu. Lżejsze książki wbrew pozorom też czytam, choć faktycznie w marcu jakoś ich nie było. Kwiecień pod tym względem pewnie będzie inny. Teraz dla przypomnienia czytam starego dobrego "Medicusa", a i King się znajdzie na kwietniowej liście, bo sobie wczoraj "Uciekiniera" kliknęłam na publio :)

      Usuń
  2. Ile książek historycznych!

    I fajnie trafić na takie zestawienie ciekawych książek, spośród których żadnej jeszcze nie czytałam! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Una, tak się jakoś złożyło :) Inna rzecz, że często jedna książka pociąga za sobą drugą, bo jakiś temat czy seria mnie wciąga. W marcu też tak było.

      Masz ochotę sięgnąć po coś z mojej marcowej listy?

      Usuń
  3. Koniecznie obejrzyj film Nie opuszczaj mnie. Zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie niż książka. Od czterech lat słyszę w głowie Never let mi go w wykonaniu Judy Bridgewater...
    Gorąco polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andoven, wiem, że jest ekranizacja, ale nie miałam jeszcze okazji zobaczyć. Na pewno nadrobię!

      Usuń
  4. zapisałam w zeszycie do przeczytania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scarlet, cieszę się :) Przyjemnej lektury!

      Usuń
  5. Ja polecam książki Nicholasa Sparksa :) Jeśli chodzi o ostatnie książki to wpadły mi w ręce ciekawe tytuły m.in. "Zapiski niewidomego taty"- R. Knighton, "Niebo istnieje... Naprawdę!" - L. Vincent, T. Burpo, "Dla Ciebie wszystko"- K. Michalak, "List z powstania" - A. Klejzerowicz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, nie znam tych pozycji, choć niektóre obiły mi się o uszy. Sparks z kolei to niekoniecznie to, co lubię. Mimo to dzięki za rekomendację, może kto inny skorzysta :)

      Usuń
  6. Znalazłam u Ciebie wiele fantastycznych tytułów, chyba najpierw sięgnę po "walka jest kobietą", bo wkurza mnie ta dyskryminacja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, cała seria warta jest uwagi, może się skusisz, skoro temat jest co bliski. Co prawda nie wszystkie te reportaże odnoszą się do dyskryminacji, ale w dużej mierze jej też dotyczą, w różnych wymiarach.

      Usuń
  7. Dawno temu oglądałam film "Nie opuszczaj mnie" - pamiętam, że mocno mną wstrząsnął. I nawet ostatnio myślałam, by go sobie przypomnieć, oglądając raz jeszcze, ale może sięgnę po książkę. Pamiętam jedynie zarys akcji, więc na pewno książka mnie nie znudzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, na pewno warto sobie tę historię przypomnieć, czytaj!

      Usuń
  8. Chętnie przeczytałabym książkę "Nie opuszczaj mnie" i "Osadnicy" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam niesamowicie ciekawa "nie opuszczaj mnie", a kiedy w końcu kupiłam książkę nie mogłam się doczekać, gdy zacznę czytać. Okazało się, że mimo wielkiego potencjału książka w ogóle mną nie poruszyła. Genialny pomysł i (moim zdaniem) marne wykonanie. Oby Tobie się spodobała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anna, najwyraźniej nie doczytałaś, ja już tę książkę przeczytałam. I nie uważam, żeby była słaba. Owszem, charakteryzuje się prostym, oszczędnym wręcz językiem, ale w tym przypadku jakoś mi to nie przeszkadza, dużo dał mi sam przekaz.

      Usuń
  10. Dobre tytuły. Ja ostatnio nie mogę się zmobilizować do czytania..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamyczek, nie ma się co zmuszać, czytanie powinno być przyjemnością :)))

      Usuń
  11. o !
    "Nie opuszczaj mnie" mnie zaitrygowało mocno !
    Co do "Oblężone" to zapewne mocna i porusza. Ciekawe, czy to że jedzono tapety i gotowano na kleju z nich to prawda ? Pewnie tak . Wojna, to najgorszy koszmar jaki można sobie wyobrazić. Na myśl o tym, ze może stoimy znów gdzieś na jej krawędzi zbiera mi się na wymioty ze strachu :(
    "Uciekiniera" czytałam i podobał mi się . Nie wiem ,ale odniosłam wrażenie , że z całym szacunkiem do świetnego dzieła Suzanne Collins było mocno zainspirowane Kingiem . Polecam Cammie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w ogóle nieambitnie :/ "Gniew" Miłoszewskiego . Podobał mi się jednak bardzo ;)

      Usuń
    2. Że niby Miłoszewski nie jest ambitny? Znam dużo gorsze książki :DDD

      Z tym klejem to prawda, zetknęłam się z tym w kilku już książkach, w "Oblężonych" jest o tym mowa. Jak również o ziemi spod magazynów żywności, w których już dawno nie było czego magazynować ... I o bardziej drastycznych rzeczach też.

      Usuń
    3. Dramat ..:( mysle, ze dla ocalonych świat na zawsze zostal juz inny ..

      Nie no , pewnie ze są gorsze :D Obrazilam teraz Zygmunta, jak nic !
      Po prostu przy Twoich wyborach ...slabo wypadam :))) ale to dlatego, ze dla mnie ksiazka to rozrywka .Mam dosc na codzien syfu tego świata i pewnie stąd niechęc do trudnych tematow w ksiazkowych wyborach .Robie jednak czasem takie szalone iwany i nie żałuje ;)

      Usuń
  12. W tym miesiącu przeszłaś samą siebie :D Na pewno nasze doby mają taką samą liczbę godzin? ;)
    Chętnie przeczytałabym "Nie opuszczaj mnie", na "Oblężone" czy starczy mi odwagi, ale to z pewnością wartościowa lektura.
    Ja polecam książkę "Without you there is no us" o Korei Północnej. Trudno tu uniknąć skojarzeń z głośną książką " Światu nie mamy czego zazdrościć" (wiem że czytałaś :) ). Nawet tytuł w oby przypadkach to po prostu wers z propagandowej piosenki, ale w "Without you..." podglądamy życie elit reżimu - młodych, urzywilejowanych studentów, którzy dostali szansę aby uczyć się na prestiżowej uczelni finansowanej z pieniędzy z zachodu. Autorka uczyła tam angielskiego i poznała życie tych młodych ludzi dość dokładnie. Co wiedzą o "zewnętrznym" świecie? Jakie jest ich nastawienie do władz własnego państwa? Jakie są ich odczucia wobec obcokrajowców? Jak życie w K. Płn. ukształtowało ich charaktery? Książka jest ultra ciekawa i napisana bardzo łatwym, przystępnym językiem (po angielsku to plus bo płynie się bez wysiłku przez lekturę - po polsku mogłoby to być uciążliwe). Autorka nie jest reporterką, nie jest do konca obiektywna, angażuje się w relacje ze studentami, dużo też pisze o tym czym było dla niej życie pod ciągłym nadzorem. Rzuca też więcej światła na dramat rodzin, które zostały w skutek wojny nagle rozdzielone i już nigdy nie dane im było się zjednoczyć. Bardzo fajna lektura. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jane, oj tam, oj tam :DDD Ja po prostu permanentnie nie dosypiam ....

      Widzę, że też masz zacięcie do literatury faktu. Łapię się na tym, że czytam coraz mniej powieści, a coraz więcej reportaży. Dobrze pamiętasz, "Światu nie mamy czego zazdrościć" czytałam, z dużym zainteresowaniem zresztą. Podejrzewam, że pozycja, o której piszesz, również by mnie wciągnęła. Braku obiektywizmu jakoś się nie obawiam, takie osobiste podejście ma swój walor, często ukazując sprawy w nietypowej perspektywie. Tylko inna rzecz, że dawno już nie czytałam po angielsku, pojęcia nie mam, czy nie straciłam wcześniejszej swobody. Wiesz, jak mówią, organ nieużywany zanika ;))) Z umiejętnościami jest to samo :DDD

      Usuń
    2. Myślę, że akurat ten tytuł czytałoby Ci się bardzo komfotowo. No i w Kindlu mamy jeszcze ułatwienie w postaci słownika. ;)
      W Amazonie jest też bardzo fajna opcja - można otrzymać sample większości książek na Kindla. Ja dostałam 5% książki - po takim fragmencie można się zorientować jakim językiem książka jest napisana i czy nam się w ogóle podoba. Przydatna rzecz, szczególnie, że oni takich szalonych przecen jak u nas to raczej nie robią. Wolę nie żałować wydania kilkunastu dolarów. :)

      Usuń
  13. "Czasy secondhand" mam obiecane od koleżanki, a "Oblężone" i "Czerwony rynek" dopisuję do listy. Mocne rzeczy czytałaś w tym miesiącu. U mnie z wartych polecenia znowu Ciszewski, ukochana Mary Roach i jej "Gastrofaza" i Lusiński "Carte blanche". Trzy pozostałe niestety niewarte wzmianki. Za to zaraz na początku kwietnia skończyłam "Pieśń łuków. Azincourt" - baaardzo polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. FF, szczerze mówiąc, nie słyszałam, duży błąd? :)))

      Usuń
    2. Nie jest to literatura, którą absolutnie trzeba przeczytać, tylko po prostu fajna książka na długi wolny wieczór (w moim przypadku do słuchania - ostatnio słucham dużo audiobooków). Bardzo ciekawie opowiada o prawdziwych historycznych wydarzeniach, wciągnęła mnie :)

      Usuń
    3. Chciałabym sobie jakoś zorganizować czas na audiobooki, ale przy moim trybie życia naprawdę nie mam tego jak w dobę wcisnąć ...

      Usuń
  14. Z tego co widzę, to bardzo ambitne i przy okazji dość ciężkie książki. Ale wydają się niezwykle ciekawe. Może kiedyś po jakąś z nich sięgnę. :) A sama jak na razie nie mam nic dobrego pod ręką. Męczę aktualnie drugą część "Greya" i muszę przyznać, że jak pierwsza z rozpędu poszła w 2 dni, to tą męczę już ze 2 tygodnie, a jestem może w połowie. Styl tragiczny i przy drugiej, 600-stronowej książce zaczyna już mocno męczyć. Nie wiem już czy sięgnę po trzecią, pomimo tego, że sama historia mnie delikatnie zaciekawiła. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cherrr, to ci powiem, że część trzecia jest jeszcze gorsza :DDD Normalnie równia pochyła. Przeczytałam całość swojego czasu, bo wszyscy wokół o tym gadali, ale było to trudne doświadczenie ;)))

      Usuń
  15. Przeglądając posty innych z książkami które przeczytali, aż mi wstyd ponieważ widzę jak na dłoni, że nie mam czasu na czytanie, a ilość przeczytanych stron w miesiącu przyprawia mnie o wstyd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yasminello, to przecież nie wyścigi!

      Usuń